Gwiezdny Port – George R. R. Martin & Raya Golden – recenzja

Jeszcze do niedawna myśleliśmy, że jesteśmy sami we wszechświecie. Wszystko zmieniło się kilka lat temu, gdy na Ziemi wylądowali kosmici. Ci, ogłaszając wszem i wobec, że przybywają w pokoju, dodali ponadto, że my – ludzkość – jesteśmy 315 rasą, której zaproponowano uczestnictwo w Harmonii Światów: projekcie zrzeszającym inteligentne życie w kosmosie. Warunkiem dołączenia jest zainstalowanie na macierzystej planecie danego gatunku trzech Gwiezdnych Portów. W przypadku Ziemi, owe porty zbudowano w Singapurze, Kopenhadze i – po wielu perturbacjach – w Chicago. Wewnątrz każdego portu obowiązuje prawo Harmonii Światów, na zewnątrz – prawo ludzi.

Pewnego dnia chicagowska policja dostaje cynk, że ktoś przeszmuglował przez Gwiezdny Port kosmiczną broń. Miała ona trafić w ręce ekstremistów, którzy nie pałają sympatią do obcych…

Jak potoczy się współpraca policji z ochroną Gwiezdnego Portu? Czy uda im się zlikwidować zagrożenie przed niezwykle ważną wizytą emisariusza handlowego Skritów?

SCENARIUSZ: GEORGE R. R. MARTIN

Słowem wstępu. Pierwotnie Gwiezdny Port miał być pilotem serialu telewizyjnego. Powstały w 1994 roku scenariusz George’a R. R. Martina nie doczekał się jednak adaptacji. Aż w końcu, w 2019 roku, zamiast trafić na ekrany telewizorów, został przeniesiony na karty komiksu przez Raię Golden.

Dlaczego scenariusz tak poczytnego Autora, jakim niewątpliwie jest Martin, przeleżał ćwierć wieku w przysłowiowej szufladzie?

CIEKAWY POMYSŁ TO ZA MAŁO

Pomysł wyjściowy jest świetny. Kosmici, którzy do tej pory [stan na 1994] zwykle lądowali w USA po to, by zniszczyć ludzkość, teraz wyciągają do niej pomocną dłoń. I choć nawiązane zostają przyjazne relacje, a handel międzygatunkowy kwitnie, to nie wszystkim to pasuje. Dochodzi do nieporozumień, kulturowych i społecznych tarć…

Na ciekawym pomyśle niestety wszystko się kończy. Ale po kolei.

POSTACI DRUGOPLANOWE

Mój największy problem, który mam z Gwiezdnym portem wynika z… mnogości postaci. Każdej z nich postanowiono dać podobną ilość „czasu antenowego”. Przy czym, w głównej mierze, w danych fragmentach historii biorą udział pary postaci [co ma chyba przywodzić na myśl buddy comedy]. Więc wspomniany „czas antenowy” dzielimy dodatkowo przez dwa. Niewątpliwą zaleta takiego rozwiązania jest fakt, że dzięki niemu skupiamy się na relacjach łączących bohaterki i bohaterów. Ale jest i druga strona medalu: dzieje się to kosztem indywidualnych rysów postaci. Wszystko to przekłada się na niemożliwość wyłonienia postaci pierwszoplanowych. Nie potrafię wskazać, kto tu gra pierwsze skrzypce. Według mnie, wszyscy, którzy wysuwają się tu na pierwszy plan, są tak naprawdę bohaterkami i bohaterami drugoplanowymi.

Ma to dalsze konsekwencje: los postaci był mi całkowicie obojętny. Zwłaszcza, że w Gwiezdnym Porcie Autor obchodzi się ze swoimi bohaterkami i bohaterami zupełnie inaczej, niż miało to miejsce np. w serialowej Grze o Tron [przepraszam, ale o pierwowzorach literackich się nie wypowiem, bo stwierdziłem, że Pieśń Lodu i Ognia przeczytam dopiero, gdy – i jeśli – Martin ją wreszcie skończy].

KAMERA, AKCJA, CIĘCIE!

Kolejnym problem, który – moim zdaniem – również wynika ze sporej liczy postaci, jest poszatkowanie historii. Przyglądamy się więc jakimś bohaterom przez kila stron, i nagle ciach. Przechodzimy do kogoś innego. Kolejnych kilka stron i znów cięcie. I tak przez cały czas. Odnosząc się do terminologii filmowej – montaż nie zachwyca. Na domiar złego, trudno dostrzec mi w nim choć odrobinę finezji.

Ostatecznie cierpi na tym fabuła, która – jak już się zapewne domyślacie – mnie nie porwała. Jest poprawna. Tylko tyle, i aż tyle.

KRESKA: RAYA GOLDEN

Obrany przez Raię Golden styl artystyczny to kwestia gustu. Jeśli o mnie chodzi – podoba mi się on średnio. Mam jednak z ilustracjami inny problem: co jakiś czas miałem wrażenie, że w kadrach czegoś brakuje. Chodzi mi o sytuacje, gdy podczas niektórych dialogów widzimy postaci, a za nimi jedynie gradientowe tło [choć w domyśle, coś w tym tle powinno się znajdować; a to jakiś tłum, a to wnętrze pomieszczenia, etc.].

Na pochwałę zasługują natomiast projekty obcych oraz momenty, w których otrzymujemy kadry bogate w detale.

PODSUMOWJĄC

Gwiezdny Port mnie rozczarował. Po George’u R. R. Martinie spodziewałem się złożonej intrygi, skomplikowanych, rozdartych postaci i ciekawego świata przedstawionego. Dostałem wyłącznie to ostatnie. Nie zachwyciła mnie również kreska, ale – jak wspomniałem wcześniej – to kwestia gustu.

Żeby chociaż humor, którego w komiksie jest sporo, był tym, z którego się śmieję, zapewne było by lepiej.

RECENZJA NA PODSTAWIE WYDANIA

Gwiezdny port. Powieść graficzna, George R. R. Martin, il. Raya Golden, tł. Michał Jakuszewski, Zysk i S-ka Wydawnictwo, 2022, ISBN: 978-83-8202-136-3.

Egzemplarz książki do recenzji otrzymałem od Wydawcy w ramach współpracy barterowej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do treści