
Prawo wielkich liczb każe być pewnym, iż pewne zdarzenia w skali kosmicznej są nieuniknione. Ich występowanie jest wpisane w mechanikę wszechświata. Niskie prawdopodobieństwo ich zaistnienia pozwala nam spokojnie spać. Jednak rzeczywistość jest nieubłagalna. Około 66 milionów lat temu, właśnie takie zdarzenie doprowadziło do globalnych zmian klimatycznych i przyczyniło się do masowego wymierania gatunków. Po obiekcie, który uderzył wtedy w półwysep Jukatan, pozostał krater Chicxulub – choć obecnie jego głębokość wynosi „zaledwie” 1 kilometr, pierwotnie lej sięgał do 30 kilometrów w głąb ziemi. W historii naszej planety możemy odnotować jeszcze co najmniej kilka istotnych impaktów. Jednak żaden z nich nie dotyczył naszej cywilizacji. Aż do czasu.
„O godzinie 9.46 czasu zachodnioeuropejskiego 11 września, pod koniec wyjątkowo pięknego lata roku 2077, większość mieszkańców Europy zobaczyła oślepiającą kule ognia, która ukazała się od wschodu. W ciągu paru sekund jaśniejsza niż Słońce sunęła po niebie – zrazu cicho – pozostawiając za sobą rozwirowany słup pyłu i dymu. […] Tysiące ton kamienia i metalu, sunąc z szybkością pięćdziesięciu kilometrów na sekundę, gruchnęło na równiny północnych Włoch i w jednej płomiennej chwili praca stuleci obróciła się wniwecz. Padwa i Werona zostały zmiecione z powierzchni Ziemi, resztki chwały Wenecji zginęły w morzu, gdy wody Adriatyku z hukiem zalały ląd po tym uderzeniu z kosmosu.”
Spotkanie z Ramą, Arthur C. Clarke, tł. Zofia Kierysz, Dom Wydawniczy REBIS, 2024, s. 6.
W wyniku tych tragicznych zdarzeń, ludzkość powołała Straż Kosmiczną mającą na celu umożliwić wczesne wykrywanie zagrożeń nadciągających z kosmosu. Nikt nie spodziewał się jednak, że w przestrzeni kosmicznej, pojawi się coś takiego. Obiekt o kształcie gładkiego walca długi na 50 kilometrów i zakończony z dwóch stron płaską powierzchnią o średnicy 20 kilometrów. Takich rzeczy nie tworzy natura. Ów obiekt, jeszcze do niedawna określany mianem asteroidy 31/439 został przemianowany na Ramę. Na spotkanie z nim wyznaczona została ekipa Śmiałka – statku kosmicznego wchodzącego w skład Straży Kosmicznej. Po zacumowaniu, desygnowana do tego zadania załoga, dokona pierwszego w dziejach ludzkości kontaktu z obcymi, czym – być może – wpłynie na losy mieszkańców błękitnej kropki.
BARDZO KLASYCZNA FANTASTYKA NAUKOWA
Spotkanie z Ramą zostało pierwotnie wydanie w 1973 roku, czyli ponad pół wieku temu. Gdybym jednak nie wiedział, iż autorem niniejszej książki jest Arthur C. Clarke, mógłbym pomyśleć, iż od premiery recenzowanej powieści minęło o wiele więcej czasu. Dlaczego? Otóż, niektóre z zaprezentowanych w niej rozwiązań było archaiczne nawet jak na panujące w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku fantastycznonaukowe standardy. Bliżej przez to Spotkaniu z Ramą do utworów Julesa Verne’a czy Herberta George’a Wellsa niż do Petera Wattsa czy Charlesa Strossa. Powieść Clarke’a to nadal fantastyka naukowa, ale w bardzo klasycznym stylu.
NIETRAFIONE POMYSLY
Łatwo jest oceniać i wytykać błędy książce SF mającej na karku ponad pięćdziesiąt lat. Jednakże, jak wspomniałem, część z obecnych w Spotkaniu z Ramą pomysłów jest dziwna, a część zupełnie nietrafiona.
Akcja utworu rozgrywa się w 2131 roku. Technologia, którą opracowała populacja ziemska, pozwoliła jej na kolonizację i eksploatację najbliższego otoczenia kosmicznego Ziemi. Pomimo tego, ludzkość czwartej dekady dwudziestego drugiego wieku nie korzysta ze sztucznej inteligencji, robotów czy zdalnie sterowanych sond/dronów [a przecież tego typu technologiczne rozwiązania wydają się najlogiczniejszym wyborem, jeśli chodzi o eksplorację kosmosu].
Za totalną abstrakcję uważam przedstawiony w książce koncept superszympansów [czy innych super-małp]. Otóż wchodzą one w skład załogi statków kosmicznych, wspierając ludzi w prostych czynnościach. Jedna taka małpa jest w stanie wykonać tyle pracy, co trzech ludzi [dokładnie, 2,75]. Odciążają one astronautów, ale wymagają specjalnego przystosowania statku, to raz, a dwa – ich koszt [w sensie, wyszkolenie takiej super-małpy], równy jest kosztowi wyszkolenia jednego astronauty. Weźmy jeszcze poprawkę na fakt, że superszympansy wymagają dodatkowego członka załogi, który pełni rolę ich opiekuna i to, że superszympansy nie potrafią założyć skafandrów kosmicznych… w kosmosie. Istoty te są więc wysoce wrażliwe [wrażliwsze niż człowiek] na nieprzychylną życiu biologicznemu przestrzeń kosmiczną. Dlaczego więc nie ma w ich miejscu zwykłych robotów, czy innych androidów?
Kolejnym dziwnym rozwiązaniem jest brak jakiegokolwiek wsparcia zespołu Śmiałka w zakresie eksploracji wnętrza Ramy. Astronauci wszędzie przemieszczają się za pomocą siły własnych mięśni. Schodzą po drabinach, chodzą na nogach, wspinają się, zjeżdżają, etc. Czemu nie zostali oni wyposażeni w jakieś łaziki lub inne tego typu pojazdy? Tym bardziej, że jak później okazuje się w książce, istnieje techniczna możliwość dostarczenia „przesyłki” w pobliże Ramy.
Powieść pod tym względem wydaje się być samoświadoma: jak możemy przeczytać na s. 94:[…] posuwamy się jednak żałośnie wolno, bo wszędzie trzeba chodzić pieszo. Gdybyśmy mieli jakieś środki transportu! Chętnie bym się zgodził na kilka rowerów elektrycznych, doskonale by się nadawały.
Albo dlaczego nie mają sond, czy zdalnie sterowanych kamer [może odnoszę mylne wrażenie, ale w powieści wszelkie ujęcia z wnętrza Ramy kręcone są „z ręki”, a właściwie „z rąk” astronautów]. Zdaje się to komiczne, w chwili, gdy, aby sprawdzić, co jest na pewnej wyspie, bohaterowie postanawiają zbudować coś w rodzaju tratwy, zamiast wysłać na miejsce zdalnie sterowaną sondę wyposażoną w najprostszą kamerę.
POSTACI
Postaci występujące w Spotkaniu z Ramą służą głównie zaprezentowaniu wymyślonych przez Autora idei. Widać to zwłaszcza w niemalże szczątkowych dialogach. Nie chcę przez to powiedzieć, że bohaterki i bohaterowie Spotkania są płytcy, czy papierowi – doskonale rozumiem ich motywacje oraz rozterki nimi targające. Odnoszę jednak wrażenie, że to nie oni są w tym wszystkim najważniejsi. Równie dobrze, gdyby była taka możliwość, moglibyśmy czytać o bezosobowej relacji z wnętrza Ramy, którą moglibyśmy oglądać oczami sondy [gdyby taka oczywiście występowała].
FUNDAMENT [I CO NA NIM ZBUDOWANO]
Spotkanie z Ramą odbieram jako intrygujący koncept, który dopiero ma się rozwinąć; jako fundament, na którym zbudowana zostanie dalsza historia. Co ciekawe, Autor nie planował, by Spotkanie z Ramą ewoluowało w całą, czteroksiążkową serię. Miała to być pojedyncza, zmuszająca do refleksji powieść. I to widać.
Wydana w 1989 roku [wspólnie z Gentrym Lee] Rama II jest historią kładącą nacisk na co innego: postaci stają się równie istotne co obcy [a może nawet są od kosmitów istotniejsze?]. Bohaterki i bohaterowie prowadzą rozbudowane rozmowy, śledzimy ich przemyślenia oraz łączące ich relacje. Poza tym, kontynuacja Spotkania z Ramą sporo zmienia: ludzie korzystają wreszcie z dobrodziejstw technologii – między innymi używają sond i przemieszczają się łazikami. Co jednak najistotniejsze, porzucony został całkowicie absurdalny koncept supermałp.
Myślę, że jeśli z jakiegoś powodu rozczarowało Was Spotkanie z Ramą, warto dać szansę Ramie II i kolejnym opowieściom z serii. Ale z drugiej strony, jeśli Spotkanie z Ramą Was zachwyciło, kontynuacje mogą Was rozczarować – są to bowiem książki mocno się różniące od pierwowzoru, z którego wyrosły.
PODSUMOWUJĄC
Spotkanie z Ramą to niezwykle intrygujące i zmuszające do refleksji science-fiction. Nawet pomimo faktu, iż z powieścią Arthura C. Clarke’a lata nie obeszły się zbyt łaskawie. Część z pomysłów zaprezentowanych w książce była przestarzała już w momencie premiery. Jednakże sama idea Ramy wciąż zdumiewa. Choćby tylko i wyłącznie dla niej, ze Spotkaniem z Ramą warto się spotkać.
RECENZJA NA PODSTAWIE WYDANIA
Spotkanie z Ramą, Arthur C. Clarke, tł. Zofia Kierysz, Dom Wydawniczy REBIS, 2024, ISBN: 978-83-8338-013-1.