Kantyczka dla Leibowitza – Walter M. Miller Jr – recenzja


Gdzieś na pustyni, wśród ruin cywilizacji, swój czterdziestodniowy post odbywa brat Franciszek Gerard z Utah. Proces ten, trudny sam w sobie, staje się jeszcze większym wyzwaniem, gdy Franciszek napotyka pielgrzymującego starca. Ów mężczyzna, niczym diabeł, wystawia biednego brata na próbę. Objawia mu coś, o czym ludzkość niemal zapomniała…

ŚWIAT PO APOKALIPSIE

Kantyczka dla Leibowitza przedstawia świat, który nastał w kilkaset lat po nuklearnej apokalipsie. I, jak możecie się domyślać, nie jest to świat przyjazny człowiekowi. Na pustkowiach natrafić można nie tylko na wygłodzone zwierzęta, ale też i na zdziczałe i zmutowane resztki ludzkości, dla której samotny wędrowiec to ktoś kogo można ograbić, zabić i/lub zjeść.

Na książkę Millera składają się trzy rozdziały, pierwotnie wydane jako trzy osobne opowiadania, które ukazują nam losy braci należących do Albertyńskiego Zakonu Leibowitza oraz ogólny rozwój „nowej” ludzkości na przestrzeni wieków.

SPROSTACZENIE

Świat w wizji Waltera M. Millera Jr uległ uwstecznieniu – sprostaczeniu. Ludzie, którzy ocaleli z atomowej zagłady, postanowili zniszczyć naukę, uznając ją za winną apokalipsy. Przy czym zakres definicyjny „nauki” jest tutaj bardzo szeroki. Od książek, przez wynalazki, aż po ludzi. Niegdyś dumny i pyszny człowiek, a z nim cywilizacja i skodyfikowane prawa zostały zmiecione. W tym nowym, brutalnym świecie, przetrwały jedynie zręby wiedzy. Szczątki te są zbierane, przechowywane i opracowywane przez braci należących do wspomnianego wcześniej Albertyńskiego Zakonu Leibowitza. Ich cel jest prosty: ocalić co się da, nawet kosztem własnego życia.

W ramach ciekawostki dodam, iż Kantyczka stanowiła inspirację dla twórców gry Fallout [wydanej w 1997 roku]. Widać to zwłaszcza po opancerzonym Bractwie Stali, będącym stechnicyzowaną i zmilitaryzowaną odmianą Albertyńskiego Zakonu Leibowitza. Ale nie tylko – grze udzielił się także dość specyficzny ton opowiadanej historii.

ZMIENNY TON

Ów specyficzny ton sprowadza się w Kantyczce do mieszania powagi z humorem [przeważnie czarnym]. W tej surowej i bezwzględnej rzeczywistości, w której raczej nie ma powodu do śmiechu, dochodzi od wielu zabawnych, a czasami i kuriozalnych sytuacji.

Widać to zwłaszcza w zderzeniu sfery sacrum z profanum – bracia zakonni potrafią podnosić do rangi świętości najzwyklejsze rzeczy [niemalże „śmieci”] z czasów sprzed apokalipsy. Bawić może również sama biurokracja, czy odmienne znaczenie znanych nam słów [vide „Opad”]. A to i tak nie koniec „zabawnych scen” z książki.

„Nigdy nie widział „Opadu” i miał nadzieję, że nigdy go nie zobaczy. Nie przetrwał żaden wiarygodny opis tego potwora, ale Franciszek znał legendy.”

~ Kantyczka dla Leibowitza, Walter M. Miller Jr, tł. Adam Szymanowski, Dom Wydawniczy REBIS, 2026, s. 27.

Humor ten jest wpleciony w zagadnienia śmiertelnie poważne. Przy czym, im dalej w książce, tym mniej powodów do śmiechu. A jeśli już, to jest on co najwyżej śmiechem przez łzy. Czuć to zwłaszcza w ostatnim rozdziale Kantyczki, w której jesteśmy świadkami czegoś, co określam w myślach mianem „moralnej grozy”. Naświetlony przez Autora dylemat etyczny wstrząsa i szokuje. I wywołuje ciarki. I łzy.

NAUKA, RELIGIA I INNE KWESTIE

Historia przedstawiona w Kantyczce zmusza do refleksji. Miller stawia mnóstwo pytań, na które nie daje jasnych odpowiedzi. Bo czy możemy ocenić etycznie naukę per se? Kto ponosi za nią odpowiedzialność? Albo jak oceniać religie w kontekście rozwoju cywilizacyjnego? Co oznacza „postęp”? Czym jest „cywilizacja”? Jaką rolę w życiu człowieka pełni moralność? A jaką cierpienie? I, zapewne najważniejsze – czy człowiek skazany jest na samozagładę?

Ogromna liczba dylematów i filozoficznych oraz teologicznych dywagacji to coś, czym przesiąknięta jest cała Kantyczka.

DLA KOGO?

Choć poruszane przez Autora kwestie są uniwersalne, sama książka nie jest czymś, co podejdzie każdemu. Miller prowadzi swoją narrację niespiesznie, pochylając się nad wspomnianymi przed chwilą kwestiami filozoficznymi i teologicznymi. W powieści właściwie brak jest dynamicznej akcji. Ponadto, pomimo sporej dawki humoru, książka jest w gruncie rzeczy ponura i przygnębiająca.

PODSUMOWUJĄC

Kantyczka dla Leibowitza to arcydzieło literatury postapokaliptycznej. Choć, trzeba przyznać, iż jest to arcydzieło dość specyficzne. Wolne tempo, poruszane tematy i refleksyjna natura powieści to coś, co nie każdemu przypadnie do gustu. Mnie książka Walter M. Millera Jr zachwyciła. Rozbawiła. I przeraziła. Wycisnęła łzy i zmusiła do refleksji. Nie dziwię się, iż uznaje się ją za klasykę.

Na koniec, pragnę przywołać pewien znany cytat:

„Wojna. Wojna nigdy się nie zmienia.”

~Fallout, 1997.
RECENZJA NA PODSTAWIE WYDANIA

Kantyczka dla Leibowitza, Walter M. Miller Jr, tł. Adam Szymanowski, Dom Wydawniczy REBIS, 2026, ISBN: 978-83-8338-440-5.

Egzemplarz książki otrzymałem od Wydawcy w ramach współpracy barterowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *