
Kura i kaczor właśnie przebywają zamknięte w koszu. Ich środek transportu niesie je na targ. Niesie też coś jeszcze – śmierdzący, choć pyszny ser. Po kilku dzióbnięciach, ser znika. Po chwili, gdy pojazd naszego drobiu się zatrzymuje – znikają także kura i kaczor. Wyruszają w drogę usłaną trupami.
SŁOWEM WSTĘPU
Kura i kaczor to ociekająca czarnym humorem i absurdem opowieść, która, gdzieś z tyłu głowy, przyprawiała mnie o ciarki. Czy przesadzam? Hiperbolizuję? Być może.
***
Niniejszy tekst może nosić znamiona chaosu. Nie potrafię bowiem myśleć o Kurze i kaczorze bez dygresji. Prawie każda myśl o treści bajki Léopolda Chauveau zawiera w mej głowie adnotację, odnośnik do innego przemyślenia. Poniżej próbuję, z mojego chauveauwskiego strumienia świadomości [nazwa robocza] wyłonić kilka składnych refleksji.
BAJKA ALEGORYCZNA
Podobnie jak w Cudownych kuracjach doktora Popotama, tak i w Kurze i kaczorze Chauveau swoimi bohaterami czyni zwierzęta reprezentujące ludzi i ich przywary. Kura to z jednej strony idealnie przerysowana matka, której dzieci są jedynie potrzebne po to, by spełnić jej chore ambicje, a z drugiej – bezlitosna, dążąca do celu po trupach egoistka. Albo dyktatorka. Zależy jak na nią spojrzeć.
„Owszem, kiedyś był moim pupilkiem, o tak. Był malutki, czyściutki i mądry. Teraz wyrósł na grubego, głupiego niechluja. Może go pan sobie utopić, nawet jednego piórka panu za to nie wyrwę.”
Kura i kaczor, Léopold Chauveau, tł. Maria Raczkiewicz-Śledziewska, Noir Sur Blanc, 2025, s. 35.
Ale w tytule mamy jeszcze kaczora, który być może jest jeszcze bardziej bezwzględny niż wspomniana kura. Jak go odczytywać? Jako bezdusznego wykonawcę rozkazów, który w zamian za choćby obietnicę czegoś, jest w stanie zrobić dosłownie wszystko? Jako kogoś, kogo kompas moralny nie istnieje? A może zupełnie inaczej: jako symbol porażki systemu edukacji?
Przyznam szczerze, że przyjęta przez nasz duet „eksperymentalna” forma nauczania oraz jej wyniki, przyprawiały mnie o ciarki. Ale właściwie, chwilowo, gdyż…
CZARNY HUMOR
Gdyż całość oblana jest czarnym humorem i absurdem. I to bardzo dobrze. Gdyby bowiem potraktować historię całkiem poważnie, moglibyśmy myśleć o Kurze i kaczorze jako o opowieści grozy; horrorze, w którym liczy się ostatecznie tylko to, by sprostać absurdalnym wymaganiom autorytetu i/lub po prostu przetrwać kolejny dzień.
Na szczęście, Chauveau łączy dziecięce spojrzenie na świat ze wspomnianym czarnym humorem. I absurdem. Miejsce niepokoju, napięcia i przerażenia, zajmuje zdumienie oraz śmiech. Zdumienie, bo jak można było wpaść na tak idiotyczny pomysł nauczania, który – ze względu na całkowite zaprzeczenie naturze – jest z góry skazany na porażkę. I śmiech – gdy jesteśmy m.in. świadkami uczniowskich niepowodzeń… Ale chwileczkę: czy na pewno „uczniowskich”? Czyż większymi przegranymi nie są „nauczyciele”? W końcu to ich pomysły doprowadziły do tragedii.
DALSZE REFLEKSJE
Patrząc na Kurę i kaczora całościowo, nachodzą mnie również dalsze refleksje: że być może to również historia odpowiadająca na pytanie, co by było gdyby sprzeciwić się naturze? A może… może coś jeszcze innego. Przyznaję – Chauveau naprawdę mnie zaskoczył [po raz kolejny], bo o ile przy jego poprzednich książkach przede wszystkim świetnie się bawiłem, o tyle, po lekturze Kury i kaczora, niepozornej bajce, nie byłem w stanie przestać o niej intensywnie myśleć przez kilka dobrych dni.
DLA KOGO?
Skoro książka zawiera w sobie mnóstwo trupów, zjadających się istot i ogólnie, skupia się na przetrwaniu najsilniejszych, to czy Kura i kaczor jest powieścią, którą można polecić dzieciom? Szczerze – nie wiem. Z jednej strony, ze względu na absurd i humor, nawet najstraszniejsze zdarzenia zdają się być jedynie pretekstem do wybuchu śmiechu, ale… no właśnie – jak już wspomniałem – gdzieś z tyłu głowy czułem, że cierpnie mi skóra. Niby to tylko bajka, niby tylko przerysowane, fikcyjne zwierzęta, ale jednak. Więc może mój śmiech, był wynikiem raczej odreagowania stresu, niż efektem zwykłego rozbawienia? Trudno powiedzieć.
Tak się zastanawiam: czy to nie tak, że dziecko wyłącznie obśmieje [momentami slapstickowy] humor, który – gdy dodać do niego głębie – poruszy uśpione struny dorosłego odbiorcy?
ZESTAWIĆ NIEZESTAWIALNE
Kolejne przemyślenie: po raz pierwszy, czytając bajkę, mam wrażenie, że Autorowi udało się zestawić i zaprezentować z humorem tak skrajne zjawiska, i to jeszcze w konwencji skierowanej pierwotnie do dzieci. Mam wrażenie, że nawet Roald Dahl, którego literaturę dziecięcą niejednokrotnie próbowano cenzurować, nie przekroczył w swych tekstach pewnej granicy: dosadnego zestawienia śmierci ze śmiechem.
WYDANIE
Pozostaje jeszcze kwestia samego wydania. Tak jak w poprzednich tytułach Chauveau wydanych przez Noir sur Blanc, tak i tutaj format książki jest horyzontalny [szerszy niż wyższy]. Wynika to ze sporej liczby grafik stworzonych przez Autora, które utrzymane zostały w orientacji – właśnie – horyzontalnej.
PODSUMOWUJĄC
Léopold Chauveau to geniusz, a Kura i kaczor tylko utwierdzają mnie w tym przekonaniu. Autor był dla mnie literackim odkryciem, gdy zapoznałem się z Cudownymi kuracjami doktora Popotama. Od tego czasu, wyczekuję kolejnych jego dzieł. Te, poza walorem rozrywkowym, zachęcają do refleksji nad człowiekiem i jego przywarami. Z całej trójki do tej pory przeczytanych książek autorstwa Chauveau, Kura i kaczor zajmuje u mnie pierwsze miejsce [Popotam drugie, a Królik, królewna i marmolada, wiadomo – trzecie]. Léopold Chauveau to geniusz [co pozwalam sobie podkreślić raz jeszcze].
RECENZJA NA PODSTAWIE WYDANIA
Kura i kaczor, Léopold Chauveau, tł. Maria Raczkiewicz-Śledziewska, Noir Sur Blanc, 2025, ISBN: 978-83-8403-002-8.
Egzemplarz książki do recenzji otrzymałem od Wydawcy w ramach współpracy barterowej.