Pielgrzymka do Jasnej Góry – Władysław Stanisław Reymont – recenzja

„Czuję się ogromnie obcym i osamotnionym w tym tłumie. Chciałbym się nawet poddać tej fali ludzkiej, byle wyczuć ten prąd, jaki ją musi przenikać — ale nie mogę…”

Pielgrzymka do Jasnej Góry, Władysław Stanisław Reymont, Fundacja Nowoczesna Polska

Powiedzieć, że Reymont w swoim reportażu pisze o pielgrzymce to jak nic nie powiedzieć. Barwne charaktery, pieczołowicie oddane [choć oszczędnie opisane] ówczesne życie w mijanych pod drodze miejscach oraz socjologiczne zacięcie…

To i tak jeszcze nie wszystko: bo przecież najważniejszy w pielgrzymce jest człowiek – jego wędrówka i poświęcenie. Brak jakiejkolwiek gwarancji, że to ma sens. Że przyniesie oczekiwany rezultat. Więc wiara? A może wystarczy sama nadzieja, może to ona pcha do przodu, gdy nogi odmawiają posłuszeństwa. Ale przecież nie tylko to… Bo są jeszcze inni, i każdy choć inny, to w innych staje się jednym. Albo jedną – masą, w której może się rozpłynąć, stopić się z nią i dzięki niej zostać poddanym przemianie…

Ale od początku.

PODRÓŻ, PIELGRZYMKA

Początkowa zbiórka przed rozpoczęciem pielgrzymki przedstawia nam Reymonta jako człowieka obcego wobec chłopów-pątników. Pisarza od ludu odróżniał nie tylko wyższy stan, status materialny, ale i motywacja. Ta początkowo nie jest w pełni jasna. Przypuszczalnie spisanie i obcowanie z ludem prostym, może wręcz naiwnym, miało na celu ironiczne spojrzenie na nich jako warstwę społeczną. Interesujące zjawisko, które należy opisać. Dlatego też na początku powinno się mówić o „podróży” zamiast „pielgrzymce” – oczywiście w przypadku samego Reymonta.

„Pozwalam się wymijać ludziom i wozom, na których wciąż widzę to ślepych, to chromych, to sparaliżowanych, to dotkniętych niemocą, na którą już u ludzi nie ma lekarstwa. Przesuwa się ta karawana ciał i dusz okaleczałych, tak okropny teatr życia — jak sen pełen widziadeł dręczących. Widzę i czuję przez te grube powłoki, przez wychudzone maski twarzy, mam prawie zupełną świadomość stanu ich dusz i ich cierpień. Widzę, że nie na spacer idą, wiem, po co idą. I moje „ja” sceptyczne, ironizujące, bo wyhodowane w ciasnej komórce życia miejskiego, cofa się z trwogą i podziwem, stoi zdumione i niepewne wobec tylu cierpień, tylu trosk, tylu boleści… Widzę i czuję, że tu, w tym tłumie, nie ma prawie serca, duszy, głowy, która by nie niosła brzemienia niedoli, coby nie szła z ufnością i nie wierzyła, że skoro położy łzy swoje przed Panienką Najświętszą, skoro Jej wypowie ból swój, skoro otworzy serce zbolałe i poprosi o ratunek i zmiłowanie — to wszystko to otrzyma. I coby robiły te wszystkie dusze, bóle, skargi cierpienia, nędze wszelakie, gdyby je teraz, natychmiast ogarnął mrok zwątpienia, i nie wiedziały dokąd iść, i nie wiedziały, w co wierzyć i komu się oddać w opiekę z tą bezgraniczną ufnością?”

Pielgrzymka do Jasnej Góry, Władysław Stanisław Reymont, Fundacja Nowoczesna Polska

Dostrzeżenie religijności [być może i wiary głębokiej] wśród ludzi idących do Jasnej Góry, można uznać za przełom, zmianę „podróży” w „pielgrzymkę”.

ZACIĘCIE SOCJOLOGICZNE

Socjologiczne zacięcie reportażu Reymonta pozwoliło sportretować całość pielgrzymki dwójnasób. Po pierwsze – pisze on o masie, jedności oddychającej tym samym rytmem wyznaczanym kolejnymi pieśniami religijnymi, modlitwami, porami odpoczynku czy wreszcie – wspólną motywacją – dotarciem do celu. Z drugiej strony, mówi on o grupie poprzez oddanie rysów wybranych jej członków. Uogólnia, jednocześnie zachowując odrębność poszczególnych pątników. Tego typu portretowanie pielgrzymującej społeczności można mnożyć. U Reymonta wystarcza bowiem jeden opis biednego przyodziewku, by dojść do wniosku, że tak ubrana była większość. Jedno spojrzenie na chorego chłopca i jego uciemiężoną chorobą syna matkę, by zrozumieć, że takie rozterki nie są niczym wyjątkowym. Kiedy indziej jakaś kłótnia, rzucona mimochodem uwaga potrafi zarysować głębokie podziały społeczne między pielgrzymującymi. Kiedy indziej to przeinaczenie obrządku religijnego, właściwie profanacja, uwidacznia, iż mieszanie się zabobonu z doktryną religijną nie było niczym dziwnym. Ale i język, oddający osobowość danego człowieka, oddaje jednocześnie charakter grupy, do której należy.

DRUGI CZŁOWIEK

Portretowanie tak złożonej społeczności może nieść pokusę, by przedłożyć własny światopogląd nad ten wyznawany przez grupę. I początkowo można by uważać, iż Reymont pójdzie w tym kierunku – lecz nic bardziej mylnego. Autor przedstawia swoich bohaterów wiernie, bez wyśmiewania naiwności [gdy taka dojdzie do głosu], empatycznie, gdy widzi cierpienie, ale i krytycznie – gdy jest świadkiem oszustwa lub wyzysku. Znacząca jest scena, gdy Reymont spotyka żebraków-symulantów:

„(…) wychodzę z kościoła i przypatruję się dziadom.

Istna kopalnia brzydoty i potworności. Piękny ten asortyment siedzi po obu stronach przejścia. Naliczyłem 32 ślepych, kulawych, niemych, pokręconych. Widzę po sposobie wyciągania rąk i pokazywania swego kalectwa, że to starzy zawodowcy.

Żebrzą niesłychanymi głosami, gną się, płaszczą, jęczą choćby o grosik u „siostrzyczków” i braci pobożnych, a każdy z nich woła, że jest najnieszczęśliwszy.

Kopalnia typów, ruchów, rżeń, bród, jęków, spojrzeń apostolskich a wyrazów twarzy łotrowskich, cały śmietnik dusz ohydnych, bo czuć z daleka, poza tą maskaradą żebractwa, cynizm wstrętny i obłudę specjalistów. Tylko jeden z całej tej brudnej zgrai wydaje mi się innym. Jest naprawdę ślepy, a śpiewa bez przestanku, a obok siedząca baba wtóruje mu falcetem.”

Pielgrzymka do Jasnej Góry, Władysław Stanisław Reymont, Fundacja Nowoczesna Polska

Pomimo tego, iż całość przefiltrowana jest przez osobę autora, widziana jego oczami, odchodzi on w cień gdy trzeba, i przyznaje się do własnych pomyłek – gdy takowe dostrzeże.

DROGA

Czytając Pielgrzymkę do Jasnej Góry ma się poczucie, iż pomimo istotności celu, najważniejsza jest sama droga. To ona pozwala poznać innych, a przede wszystkim – samego siebie. Piesza podróż hartuje ciało, ale przede wszystkim ducha. Scala z pozostałymi, równie zmęczonymi siostrami i braćmi. Jaki jest więc finał? W żaden sposób nie wyczekiwany, bo oczywisty, ale równocześnie niespodziewany. Autor dzielił z czytelnikiem wszystkie trudy, nie skrywał ani nie cenzurował swoich myśli, tymczasem na koniec…

OTO WIELKA TAJEMNICA

Tymczasem ostateczne wrażenie, to, które musi nastać w chwili spojrzenia na Cudowny Obraz, Reymont zostawia dla samego siebie. Co w tej chwili miał w głowie Autor? Jakie wzruszenie zrodziło się w jego duszy? Oto wielka tajemnica – ale czy wiary?

PODSUMOWUJĄC

Pielgrzymka do Jasnej Góry Reymonta to prawdziwa gratka dla wszystkich zainteresowanych socjologią oraz dla czytelników ceniących sobie dobry, treściwy reportaż. Wspaniały jest również sam styl w jakim Autor opisał swoją podróż… przepraszam, nie „podróż” – „pielgrzymkę”. Zdecydowanie pielgrzymkę.

TEKST W OPARCIU O WYDANIE:

Pielgrzymka do Jasnej Góry, Władysław Stanisław Reymont, Fundacja Nowoczesna Polska. ISBN: 978-83-288-6628-7 [publikacja dostępna bezpłatnie w serwisie Wolne Lektury]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *