By nie-czytać, trzeba czytać, czyli „Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało?” Pierre Bayarda

CZTERY RODZAJE KSIĄŻEK NIEPRZECZYTANYCH

Pierre Bayard w Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało? dzieli książki na cztery typy:

  • Książka nieznana,
  • Książka znana ze słyszenia,
  • Książka przekartkowana,
  • Książka zapomniana.

Jak widać, powyższy podział jest również pewnym stopniowaniem obycia z danym tytułem. Co ciekawe, czy to w przypadku książki, której się zupełnie nie zna, czy też w przypadku takiej, którą kiedyś się czytało, ale już zapomniało – porady udzielane przez Bayarda są uniwersalne. Oto bowiem literatura staje się czymś nieznanym; przedmiotem, co do którego można snuć w głównej mierze domysły.

TOŻSAMOŚĆ I ZAPOMINANIE

Lektury naszego życia są tym, co choćby w drobnej części nas kształtuje. Emocje, wiedza, szersza perspektywa, a czasami po prostu czysta rozrywka – różne gatunki, odmienne cele – wszystko to w jakiś sposób wpływa na to kim jesteśmy, my jak osoby czytające. Albo właściwiej na to, jak chcemy sami siebie postrzegać. Kim bylibyśmy my, czytelnicy, pozbawieni naszych przeczytanych książek? Czy możemy stwierdzić, że rzeczywiście jakąś książkę przeczytaliśmy, skoro każda z nich ulega zapomnieniu?

„Już w trakcie lektury zaczynamy zapominać to, co przeczytaliśmy przed chwilą. Proces ten trwa nieprzerwanie aż do chwili, w której okazuje się, że wszystko wygląda tak, jakbyśmy danej książki nigdy nie czytali; stajemy się na nowo nie-czytelnikami (…) Stwierdzenie, że czytało się jakąś książkę, jest więc w rzeczywistości tylko metonimią, gdyż nigdy nie czytamy więcej niż część książki, mniejszą lub większą, a nawet ta część skazana jest prędzej czy później na zapomnienie.”

Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało?, Pierre Bayard, tł. Magdalena Kowalska, Państwowy Instytut Wydawniczy, 2008, s. 50.

Ze zjawiskiem tym wiąże się jeszcze jedna istotna kwestia: książek nie czyta się po to, by znać je na pamięć. Wszystko co czytamy, staramy się przede wszystkim zrozumieć. W istocie, każda książka, nawet ta najdokładniej przeczytana, podlega wysoce subiektywnej, wewnętrznej metamorfozie. Być może i wiernej oryginałowi, ale wciąż – jest to wyobrażenie tekstu, a nie tekst właściwy. Książka, o której mówimy, to zawsze książka przefiltrowana przez nas samych, a skoro tak – to mówiąc z kimś innym o tej samej pozycji, w rzeczywistości rozmawiamy o dwóch różnych tytułach, a tym samym – o nas samych.

Tym bardziej straszne wydaje się zapominanie, strata przeczytanych przez nas książek. Usunięcie z pamięci czegoś, co nas ukształtowało, wydaje się być naruszeniem tożsamości. Powolnym, lecz nieuniknionym erodowaniem wizji własnej osoby.

BY NIE-CZYTAĆ, TRZEBA CZYTAĆ

W teorii o nie-czytaniu Bayarda jest jeden, ale dość istotny haczyk. By nie-czytać, trzeba czytać. Nie wyobrażam sobie, by człowiek, który w życiu nie przeczytał ani jednej książki, mógł prowadzić dysputę na ich temat. Nawet dialog z plemieniem, któremu jedna z bohaterek eseju Bayarda opowiada Hamleta Shakespere’a, opiera się na streszczeniu utworu, a więc nie jest dialogiem w całkowitym oderwaniu od źródła.

Przykład ten definitywnie podkreśla konieczność posiadania pewnego literackiego fundamentu. Zaplecza. Wewnętrznej biblioteki. By nie-czytać, trzeba czytać. By wypowiedzieć się o książce nam całkowicie nieznanej, trzeba znać wiele innych książek, do których ową tajemną można w jakiś sposób odnieść. Wszystkie porady dotyczące rozmawiania o książkach, których się nie czytało, mają więc zastosowanie jedynie wtedy, gdy jest się osobą, która czyta [a im więcej, tym lepiej].

PRZEWROTNOŚĆ

Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało? jest więc tytułem przewrotnym, propagującym nie nie-czytanie, lecz nieskrępowaną rozmowę. Otwartą na drugiego człowieka konwersację. Podkreślam: by mógł zaistnieć tego typu dialog, w którym w głównej mierze rozmawia się o książce lub książkach nieznanych, konieczne jest oczytanie.

CYKL

Pierre Bayard zdradza ponadto kilka przydatnych technik, które można zastosować w trakcie rozmowy na temat książek, których się nie czytało. Wśród nich znajduje się mnóstwo propozycji, skąd czerpać wiedzę na temat danego utworu. Odwołując się do przywołanego na początku tekstu podziału książek nieprzeczytanych: książka nieznana przestaje taką być, gdy czytelnik zacznie się nią interesować. Wystarczy choćby zapoznanie się z opisem od wydawcy [blurbem], opinią usłyszaną od innych osób [a obecnie: znalezioną w sieci, na bookstagramie, etc.]. Jeszcze lepiej, gdy ma się fizyczny dostęp do danej książki: wystarczy ją przekartkować, by wyrobić sobie o niej jakieś zdanie. I ostatecznie – czytanie – które jest raczej aktem opartym na teraźniejszości. Przeistoczenie czytania w przeczytanie, sprawia, iż z czasem książka staje się zapomnianą. Tak oto książka, którą się przeczytało, staje się na powrót książką, której się nie przeczytało – przynajmniej według Bayarda.

PRZYKŁAD KSIĄŻKI ZAPOMNIANEJ – PROM KOSMICZNY 03, GREG BEAR

Myślę, że w życiu każdego czytelnika trafiają się lektury tak nijakie, że już w kilka dni po ich przeczytaniu nie da się właściwie nic sensownego o nich powiedzieć, bo zupełnie nie wiadomo, co się przeczytało – miałem tak póki co tylko z Promem kosmicznym 03. Stosując się do rad Autora, mogę więc mówić o tej książce w odniesieniu do innych z gatunku hard s-f. Oto mój przykład:

Kupiłem tę książkę na wyprzedaży. Biorąc ją do ręki, wiedziałem, że mam do czynienia z twórcą z gatunku twardej fantastyki naukowej. Po zapoznaniu się z opisem od wydawcy zamieszczonym na tylnej okładce, pomyślałem, że oto mam przed sobą twór co najmniej podobny do Ślepowidzenia Petera Wattsa. A może to jednak będzie coś bardziej w klimacie 7ew Neala Stephensona lub Accelerando Charlesa Strossa? Nie musiałem się długo zastanawiać. Już po pierwszych stronach stwierdziłem, że to jednak zupełnie inna proza, która z hard s-f ma raczej niewiele wspólnego. Bear stworzył mariaż klaustrofobicznego klimatu rodem z serii o Obcym z horrorem w klimatach fantastyki nienaukowej. We wszystko to wtłoczył postaci, których los był mi zupełnie obojętny. W końcu już na początku wiadomo, że każda śmierć nie jest permanentna, a co najwyżej „cofa” bohatera do miejsca odrodzenia. Czy polecam? Raczej nie, choć może książka byłaby lepsza, gdyby nie moje pierwotne skojarzenie ze Ślepowidzeniem. Peter Watts bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę, którą stawiam tego typu literaturze.

AUTORYTET

Ogromną rolę w kształtowaniu wyobrażenia o książce odgrywa autorytet. U Bayarda ma go ktoś, kto jest w stanie narzucić własne zdanie o książce. Rozszerzając tę myśl: to również wszyscy ci, którzy własną opinią, recenzją, etc., wpływają na wyobrażenie danej książki u innej osoby, lub grupy osób [np. książkowi influencerzy].

OCENIAJ KSIĄŻKĘ, CHOĆBY PO OKŁADCE

Jeszcze poważniejszą kwestią, którą porusza Bayard jest ocenianie książki nieprzeczytanej. Czy można w ogóle czegoś takiego się dopuścić? Przecież osądzanie tekstu, którego się nie zna, jest zupełnie czymś innym niż zwyczajne rozmawianie o nim. Mówi się przecież, by nie oceniać książki po okładce [w domyśle: tylko po okładce]. A co jeśli zna się tylko sam tytuł? Według Autora – nic nie stoi na przeszkodzie, by choćby tylko po nim wystawić książce jakąś notę [co ma odzwierciedlenie w samym eseju: Bayard kilka razy przydziela minusy książkom, których nie zna].

PODSUMOWUJĄC

Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało? Chyba jedynie poprzez obcowanie z literaturą, czytanie: by nie-czytać, trzeba czytać. Tylko wtedy bowiem jest się w stanie opowiedzieć o książce, nawet tej zupełnie nieznanej.

TEKST W OPARCIU O WYDANIE

Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało?, Pierre Bayard, tł. Magdalena Kowalska, Państwowy Instytut Wydawniczy, 2008. ISBN: 978-83-06-03154-6.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *