Stary człowiek i morze – Ernest Hemingway – opinia o książce

„Pustać” – to słowo jako pierwsze przyszło mi na myśl, gdy czytałem Starego człowieka i morze. Przestwór, przy którym człowiek nie znaczy nic. A jednak – potrafi w tej nieprzyjaznej przestrzeni odnaleźć się i sprawdzić.

LITERATURA JAKO DOŚWIADCZENIE

Czytając opowiadanie Hemingwaya, czułem ten rodzaj zachwytu, którego człowiek doświadcza w chwili zetknięcia z potężną, surową naturą. Czy to widok gór, czy rozległa woda – efekt jest ten sam, a autorowi udało się go trafnie oddać. Sam zresztą, w wywiadzie z Georgem Plimptonem (zamieszczonym pierwotnie w The Paris Review, w numerze 21 z wiosny 1958), opisuje sposób, w jaki udało mu się wykreować tego typu doświadczenie:

Stary człowiek i morze mógłby mieć ponad tysiąc stron, opisywać wszystkich mieszkańców wioski i opowiadać o tym, jak zarabiają na życie, jak się urodzili, kształcili, rodzili dzieci i tak dalej. (…) Najpierw staram się wyeliminować wszystko, co niekonieczne, by przekazać czytelnikowi doświadczenie, by po tym, jak coś przeczyta, stało się to częścią jego lub jej doświadczenia, jakby naprawdę się wydarzyło. (…) miałem tym razem niewiarygodne szczęście i mogłem opisać całe doświadczenie, robiąc z niego coś, czego nikt jeszcze dotąd nie zrobił. Szczęście polegało na tym, że miałem porządnego mężczyznę i dobrego chłopca, a ostatnio pisarze zapominają, że tacy ludzie jeszcze istnieją. Że ocean wart jest pisania tak samo jak człowiek.”

Ernest Hemingway. W: Sztuka powieści. Antologia wywiadów I z „The Paris Review”, tł. Dobromiła Jankowska.
PODEJŚCIE DO NATURY

Morze wzbudza nie tylko zachwyt – to również szacunek i czułość w stosunku do niego. Czy jest to domena przeszłego pokolenia? Podejścia do tradycji?

„Zawsze nazywał w myśli morze: la mar, bo tak nazywają je ludzie po hiszpańsku, gdy je kochają. Czasami ci, co je kochają, mówią o nim złe słowa, ale zawsze tak, jakby chodziło o kobietę. Niektórzy młodzi rybacy – ci co używali boi jako pływaków do linek i mieli motorówki kupione wtedy, gdy wątroby rekinów przyniosły im dużo pieniędzy – mówili o nim el mar, co jest rodzaju męskiego. Mówili o nim jak o przeciwniku bądź miejscu, bądź nawet wrogu. Ale stary zawsze myślał o nim w rodzaju żeńskim, jako o czymś, co udziela albo odmawia wielkich łask, a jeśli robi rzeczy straszne i złe, to dlatego, że nie może inaczej. Księżyc działa na morze jak na kobietę – myślał.”

Stary człowiek i morze, Ernest Hemingway, tł. Bronisław Zieliński.
NIEZWYCIĘŻONY

Stary człowiek i morze to książka, którą mógłby polecać każdy mówca motywacyjny. Przekaz jest jasny: nie ma rzeczy niewykonalnych. Odwaga, wytrwałość i nastawienie na cel sprawiają, że możliwe jest wszystko. Przesłanie to dobitnie podkreśla wiek Santiago – tytułowego starego człowieka. Pomimo swoich lat (i przez to ograniczeń, jakie powinien nakładać na niego własny organizm), zachowuje on kontrolę nad sobą. Zdrętwiała ręka traktowana jest jak narzędzie, które ma być posłuszne woli. Tak samo reszta ciała.

Jednak Santiago walczy nie tylko ze sobą; to również próba okiełznania spraw niepodlegających człowiekowi. Takim czymś jest choćby pech – i to nie byle jaki:

„Ale po czterdziestu jałowych dniach rodzice oświadczyli mu, że stary jest teraz bezwzględnie i ostatecznie salo, co jest najgorszą formą określenia „pechowy” (…)”

Stary człowiek i morze, Ernest Hemingway, tł. Bronisław Zieliński.
OSAMOTNIENIE

Stary człowiek wybiera się więc w morze, by samotnie przeciwstawić się pechowi i dowieść – choćby i samemu sobie – własnej wartości. Chce przełamać złą passę i wreszcie coś złowić. Jak się okazuje – największą rybę, jaką w życiu widział.

Walkę z marlinem toczy samotnie. Odcięty od ludzi, można by rzec, że nawet od świata – jest zdany tylko i wyłącznie na siebie. Nawet prowiant, który zabrał ze sobą, gdy wypływał, był niewystarczający na tak długi połów. A mimo to postawił wszystko na jedną kartę, by osiągnąć upragniony cel.

„Nie pamiętał, kiedy po raz pierwszy zaczął głośno mówić do siebie w samotności. Dawniej śpiewał, gdy był sam, zdarzało się też, że śpiewał sobie nocą, sterując podczas wachty na kutrach czy w łodziach, kiedy wypływał na żółwie. Prawdopodobnie zaczął mówić na głos, kiedy został sam jeden po odejściu chłopca. Ale nie przypominał sobie dokładnie.”

Stary człowiek i morze, Ernest Hemingway, tł. Bronisław Zieliński.
PRZYJAŹŃ

Wspomniany chłopiec to Manolin. Wypływał on w morze razem z Santiago, lecz gdy rodzice zabronili mu pływać ze starym, ich przyjaźń ograniczyła się tylko do lądu. Relacja ta, pełna troski i ciepła, przywodzi na myśl ojca i syna. Albo raczej – dziadka i wnuka (ze względu na dysproporcję wieku).

PRZEGRANA?

Ostatecznie, cały wysiłek i poświęcenie, nie przynoszą oczekiwanego rezultatu. Praca, którą Santiago włożył w schwytanie marlina, nie zapewniła mu upragnionego zysku. Dała mu za to wycieńczenie oraz… chwałę.

„- Ale człowiek nie jest stworzony do klęski – powiedział. – Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać.”

Stary człowiek i morze, Ernest Hemingway, tł. Bronisław Zieliński.
CHWAŁA

Największym osiągnięciem Santiago jest więc chwała. Przywodząca na myśl mitycznych herosów i gwarantująca nieśmiertelność. To ona jest nagrodą za heroizm. To ona gwarantuje życie wieczne.

Istotność bycia zapamiętanym znajdziemy również w samym podejściu Hemingwaya do pisarstwa:

„Z tego, co się wydarzyło, z tego, co istnieje, co wiesz i czego nie możesz wiedzieć, tworzysz dzięki własnej wyobraźni (…) całkiem nową rzecz, prawdziwszą niż cokolwiek prawdziwego i żyjącego; ty ją ożywiasz, a jeśli zrobisz to wystarczająco dobrze, da ci nieśmiertelność. Po to się właśnie pisze i nie znam żadnego innego powodu.”

Ernest Hemingway. W: Sztuka powieści. Antologia wywiadów I z „The Paris Review”, tł. Dobromiła Jankowska.
PODSUMOWUJĄC

Historia Santiago jest bardzo surowa i męska, a zarazem zawierająca w sobie delikatność i czułość. To pochwała ludzkiej woli, uporu, dążenia do celu, wytrwałości, przyjaźni i chwały. I w gruncie rzeczy – to książka nie do końca tak oczywista, jakby się mogło wydawać. W tekście wplecione są fragmenty, które zmuszają do głębszej refleksji, jednocześnie nie dając jasnej odpowiedzi. Po tą, każdy czytelnik musi wypłynąć samotnie.

OPINIA DOTYCZY WYDANIA:

Stary człowiek i morze, Ernest Hemingway, tł. Bronisław Zieliński, Muza SA, 1998.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *