Mortal Kombat. Flawless victory. Ilustrowana historia kultowej serii – Ian Flynn – recenzja

„Mortal Kombat był pionierem pod względem prezentacji wizualnej i narracyjnej oraz eksperymentalnego projektu gry. Jego wpływ na kulturę nie ograniczał się do salonów gier i konsol domowych. Mortal Kombat stał się tytułem, który kojarzy niemal każdy. Wystarczy powiedzieć te dwa słowa, by rozmówca pomyślał o kultowych wojownikach, brutalnych pojedynkach i zabójczo chwytliwym utworze techno z filmu z 1995 roku.”

Mortal Kombat. Flawless victory. Ilustrowana historia kultowej serii, Ian Flynn, tł. Marcin Moń, Gamebook Wydawnictwo, 2026, s. 6.

Trudno nie zgodzić się z powyżej cytowanym fragmentem – Mortal Kombat przeniknęło do popkultury stając się niejako symbolem wirtualnej przemocy. Zresztą, to właśnie m.in. za sprawą pierwszej części kultowej serii bijatyk, narodził się system ESRB [Entertainment Software Rating Board] – polegający na ocenianiu zawartości gier i sugerowaniu, do jakiej grupy wiekowej dana produkcja jest skierowana. Wydane w 1992 roku Mortal Kombat otrzymało od ESRB ocenę „M” [od Mature, dla dorosłych].

Kontrowersyjna i przerysowana brutalność stały się znakiem rozpoznawczym całej serii. Zwłaszcza, że najbardziej satysfakcjonująca część pojedynku rozgrywa się na jego finiszu: gdy uda się nam wyprowadzić fatality – epatujące intensywną przemocą dobicie przeciwnika.

Wraz z rozwojem marki [i technologii], do serii wprowadzano coraz to bardziej widowiskową i bezwzględną brutalność. Dla przykładu, w grze z 2011 roku pojawiły się ataki X-Ray. Podczas ich wykonywania, możemy zajrzeć – niczym za pomocą promieni roentgena – do wnętrza ciała przeciwnika, którego dosięgnął rzeczony atak. Widok łamanych kości i obrażeń organów wewnętrznych wywiera spore wrażenie [i jest niezwykle satysfakcjonujący] – nawet w 2026 roku.

***

Zanim przejdziemy dalej, pewna uwaga. Muszę zaznaczyć, iż nie jestem ekspertem od Mortal Kombat. Ograłem z tej serii kilka gier – całą pierwszą trylogię, trochę czwórki oraz wspomnianą przed chwilą wersję z 2011 roku. Nigdy nie byłem w nich dobry. Częściej dostawałem bęcki, niż rzeczywiście wygrywałem. Ale gdy w końcu mi się to udawało, czułem ogromną radość. Chcąc więc [bezboleśnie] zgłębić pozostałe części serii oraz lepiej poznać uniwersum, w którym się one rozgrywają, postanowiłem sięgnąć po Mortal Kombat. Flawless victory. Ilustrowaną historię kultowej serii Iana Flynna [a dokładniej, wyraziłem chęć do zrecenzowania niniejszej książki]. I, muszę przyznać, że mam w stosunku do niej mieszane odczucia. Zacznijmy jednak od pozytywów.

STRONA WIZUALNA ORAZ JAKOŚĆ WYDANIA

Ogromną zaletą Mortal Kombat. Flawless victory jest strona wizualna oraz jakość wydania. Dlaczego wspominam o tym najpierw? Gdyż recenzowana publikacja to artbook zawierający grafiki koncepcyjne, rendery czy screenshoty ze wszystkich części tytułowej serii. Przedstawiają one kultowe postaci, niemniej kultowe areny oraz np. ekwipunek dzierżony przez wojowników. Pod koniec albumu, wspomniane [i odpowiednio zilustrowane] zostały także filmy, seriale, komiksy oraz m.in. licencjonowane gadżety.

Wysoką jakość wydania gwarantuje już samo logo polskiego wydawcy – Wydawnictwa Gamebook. Podobnie jak przy wszystkich innych książkach od Gamebooka, które miałem okazję recenzować, tak i w Mortal Kombat. Flawless victory wszystko stoi na najwyższym poziomie. Mamy więc twardą oprawę, szyty blok oraz mnóstwo cudownych ilustracji wydrukowanych na papierze kredowym.

I choć powtarzam to do znudzenia, to myślę, że zawsze warto podkreślić wyjątkową jakość książek serwowanych nam przez Wydawnictwo Gamebook.

WARSTWA TEKSTOWA

W książkach będących artbookami tekst zwykle stanowi rzecz drugorzędną. Przeważnie jest wartością dodaną do strony wizualnej publikacji. Tak jest też i w przypadku Mortal Kombat. Flawless victory. Flynn pokrótce przybliża nam poszczególne części serii opisując zachodzące w nich zmiany, streszczając fabułę, czy zamieszczając kilka słów odnośnie najważniejszych aren, na których toczy się rozgrywka. Od czasu do czasu serwuje nam także ciekawostki oraz cytuje fragment wypowiedzi jakiegoś twórcy.

Pomiędzy omawianymi grami, Autor przybliża sylwetki najważniejszych wojowników, krótko ich wprowadzając, opisując ich „dziedzictwo” [czyli ich rodowód oraz to, jaką przechodzili transformację na przestrzeni całej serii], a także poprzez wymienienie wszystkich fatality, jakie dana postać może wykonać.

Styl, którym posługuje się Flynn określiłbym mianem „informacyjnego” – w przeważającej części tekstu ogranicza się on do zarzucania Czytelniczek i Czytelników faktami ze świata gier [i całej franczyzy]. I choć jest to całkiem sensowne rozwiązanie, to jednak nie zawsze się sprawdza. Streszczaną w taki sposób fabułę oraz wspomniane przed chwilą „dziedzictwo” wojowników, czyta się niczym nieciekawe opracowanie lektury szkolnej.

Ponadto, w książce zabrakło mi sądów wartościujących – Autor w żaden sposób nie raczy oceniać, czy dany tytuł był dobry, czy zły, a może po prostu byle jaki. Trudno nie dostrzec choćby przemilczenia kwestii beznadziejności filmu Mortal Kombat: Annihilation z 1997 roku, który już w momencie premiery był zły i kiczowaty [jak dla mnie to produkcja tak zła, że aż dobra]. Podobnie rzecz się ma z np. Mortal Kombat Mythologies: Sub-Zero z tego samego roku. Nie bez powodu produkcja ta trafiła do NRGeekowego Zagrajmy w crapa ;).

Jeśli jakieś subiektywne opinie już pojawiają się w niniejszym artbooku, to należą one do osób przez Flynna cytowanych. Szkoda.

CHAOTYCZNA STRUKTURA I INNE PROBLEMY

Kolejnym problemem recenzowanej książki jest jej struktura. Wygląda ona następująco: mamy jakąś grę, następnie po niej Autor opisuje kilku wojowników, potem kolejną grę, kolejnych wojowników, itd. Czemu jest to problem? Już wyjaśniam.

Jak już wspomniałem, przy każdej części serii Flynn streszcza jej fabułę. Następnie, czyni to samo przy „dziedzictwie” postaci – z tym, że na większą skalę, gdyż odnosi się wtedy do całej historii poszczególnych wojowników. Od ich pierwszego pojawienia się, aż do do Mortal Kombat I z 2023 roku. Wygląda to tak, że przechodząc do opisów fabuły kolejnych gier i kolejnych postaci, co chwilę cofamy się do tego, co już zostało nam przedstawione. Raz, że wprowadza to niepotrzebny mętlik, a dwa – po czasie staje się nużące.

Idealnym rozwiązaniem byłoby inne ułożenie treści w książce: najpierw opis wszystkich gier wraz z rozwijającą się na ich przestrzeni fabułą, a następnie – dopiero wtedy – prezentacja postaci.

Swoją drogą, zupełnie nie rozumiem, dlaczego w Mortal Kombat. Flawless victory Autor nie przedstawił wszystkich postaci, które przewinęły się przez serię, a jedynie skupił się na tych najważniejszych. I choć jest ich w książce całkiem sporo, to jednak czuję pewien niedosyt.

PODSUMOWUJĄC

Mortal Kombat. Flawless victory to przepięknie wydany i zachwycający swoją stroną wizualną artbook, który wywołał we mnie mieszane odczucia. Na szczęście, moje zarzuty nie odnoszą się do jakości wydania oraz kwestii wizualnych; pod tym względem książka Iana Flynna rzeczywiście jest „flawless” [i może być świetnym pomysłem na prezent].

Niestety, chaotyczna struktura, brak wartościujących ocen ze strony Autora, nieobecność wszystkich wojowników oraz czysto informacyjny styl, którym zostały potraktowane streszczenia fabuł, sprawia iż trudno myśleć o Mortal Kombat. Flawless victory jako o pozycji doskonałej.

RECENZJA NA PODSTAWIE WYDANIA

Mortal Kombat. Flawless victory. Ilustrowana historia kultowej serii, Ian Flynn, tł. Marcin Moń, Gamebook Wydawnictwo, 2026, ISBN: 978-83-975584-7-2.

Egzemplarz książki do recenzji otrzymałem od Wydawcy w ramach współpracy barterowej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *