Pierścień z papieru – Zygmunt Haupt – opinia o książce

Pamięć – czym jest, jak działa i jak ulega przeobrażeniom? A przeszłość? Czy rozpatrywana poprzez pamięć to już tylko wyobraźnia, marzenie?

PAMIĘĆ

Motyw pamięci, który jest tematem przewodnim wszystkich tekstów zawartych w Pierścieniu z papieru, jest eksplorowany przez autora na wiele różnych sposobów – a to Haupt próbuję rozgryźć istotę danego wspomnienia, jego pochodzenie, czemu akurat wygląda tak a nie inaczej, czemu akurat z danego czasu pamięta się tylko jedną rzecz, jedno zdarzenie, jakąś określoną aurę (opowiadanie Deszcz). Kiedy indziej, autor pozostawia jedynie ślad po czymś, wprowadza długim, kwiecistym opisem, by pod koniec streścić puentę w kilku pośpiesznie nakreślonych zdaniach.

Świadomość przemijania jest głównym powodem do snucia coraz to kolejnych obrazów w głowie. Te z latami mogą ulec transformacji, zmienić się, zmodyfikować, zatrzeć, przeinaczyć, ale – przynajmniej zostawiają jakikolwiek ślad – że nie tylko się było, i obecnie jest, ale że się – poprzez ciągłość – będzie (jakże znaczące są dwa ostatnie zdania zamykające książkę: „Ale będę. Ale będę.”)

I tak właśnie można istnieć – w pamięci innych, swoją własną pamięcią – poprzez język zaklęty na stronach książki. W wersach opowiadań. W obrazach z nich wyciąganych. „Ale będę”, dopóki będzie ktokolwiek chcący mnie wysłuchać – przeczytać. Odtworzyć z pamięci i przelać we własną pamięć.

POMIĘDZY

Sama treść opowiadań wydaje się mniej istotna niż to, co zapisane między słowami. Oczywiście, jak to ze wspomnieniami – jedne są ciekawsze od innych, niektóre przyciągają bardziej, mocniej rezonują w odbiorcy, inne – mogą wydawać się wręcz przeciągnięte, przegadane. Ale to właśnie jest główna cecha pamięci – czegoś, co żyje sobie w człowieku trochę na własnych regułach. Potrafi ożywić się bez konkretnego powodu, tak samo jak i bez większego problemu przejść z jednego wspomnienia w drugie. I tak samo jest z opowiadaniami Haupta, pozorny chaos, to przecież nic innego jak pamięć, o której można mówić wciąż i wciąż.

„Myśl jak niewidzialna fala głosowa oddala się sferycznie, łagodnieje jej amplituda, potrąca i sumuje się ze wspomnieniami, powstają nowe kręgi i nowe skojarzenia.”

Polowanie z Maupassantem, [w:] Pierścień z Papieru, Zygmunt Haupt 1997, s. 109.
FRAGMENTARYCZNOŚĆ

Fragmenty, na które składa się książka (bo może to właśnie nie opowiadania a fragmenty, wyimki?) stanowią próbę odtworzenia świata poprzez samego siebie, narratora. Ich losowość, skokowość, i wspomniany wcześniej chaos, mogą wybić z tropu, ale jednocześnie zmusić do głębszej refleksji.

OBRAZ ZALEŻNY

Słowa spisane przez Haupta czasami należą do opowieści gdzieś, kiedyś, od kogoś zasłyszanej. Taki obraz potrafi być wybrakowany – pozbawiony konkretów, wynikających z niedokładnego lub uproszczonego przekazu. Tak też się dzieje w opowiadaniu Coup de Grace:

„Opowiadano mi urywek dziania się jednej sprawy, który w swoim tragiźmie i bezcelowości jest najbardziej wstrząsający. Jest to opowiadanie o kimś z naszego kręgu, wspomniano mi to z westchnieniem współczucia, opowiadano mi jak to się opowiada, ale sobie można odbudować to w jakiś sposób do ostatecznej granicy realiów.”

Coup de Grace, [w:] Pierścień z Papieru, Zygmunt Haupt 1997, s. 42.

Starając się uzupełnić luki, autor potrafi odwołać się do trybu przypuszczającego. Czytając dalej Coup de Grace:

„Więc było to małżeństwo, pewnie młode, mogę sobie ich wyobrazić, byli to może nauczyciele, albo może był on urzędnikiem akcyzy, może dependentem adwokackim (…) On musiał być młody, pewnie miał dobrze utrzymane wąsy i uczciwe oczy, może miał włosy „na jeża” (…) podróżowali w ten czas wojenny za czymś tam swoim, może do rodziny żony, może jakieś inne kłopoty (…)”

Coup de Grace, [w:] Pierścień z Papieru, Zygmunt Haupt 1997, s. 42.

Między innymi w taki oto sposób, poprzez dopowiedzenia, nadpisanie cudzego wspomnienia własnym komentarzem, przeistacza się pamięć w wyobraźnię.

ALS-OB

Haupt próbuje różnych spojrzeń na świat, mając nadzieję na odkrycie prawdy o nim. Pragnie widzieć bez zapożyczeń; wprost (nawet w przypadku wspomnianego „obrazu zależnego”). Ale nabyta mowa, język znacząco to utrudniają. Symbole, jakimi posługuje się człowiek są przyjęte, umowne i traktowane na zasadzie aksjomatu. Bo może słowa nie oddają istoty rzeczy – może one ją wręcz zakrywają?

„Może w ten sposób płacę za przyzwyczajenie i nawyk brania świata jako vaihingerowskiego „als-ob”, za to, że nauczyłem się żyć abstrakcjami i wymysłami i kiedy ten świat przychodzi mi widzieć własnymi oczami, a nie przez wymyślone i fikcyjne podstawienia to ani rusz nie mogę tego świata zobaczyć takim jakim jest.”

Henry Bush i jego samolot, [w:] Pierścień z Papieru, Zygmunt Haupt 1997, s. 227.
JĘZYK

Haupt nagina nie tylko słowa, ale właściwie cały język do swoich potrzeb. Raz, skupia się na opisie martwej natury, kiedy indziej – przyspiesza, by oddać chaos rozmowy (tutaj prym wiedzie rozgadana stypa z opowiadania o tym samym tytule). Niekiedy, skontrastowany z pięknem pojawia się wyraz tak „brzydki” (lub odwrotnie: w brzydocie odnajduje się „piękne” słowo), że aż trudno nie zachwycić się samym pojedynczym zdaniem. Niech za przykład posłuży pewien pies:

„Niedługo spłaśnie, a nawet zapadnie się ten grób i rozkładające się i toczone przez robaki ścierwo wesołego Mazgaja będzie sączyć w ziemię i ogród jad i posokę sobaczą (…)”

Co nowego w kinie?, [w:] Pierścień z Papieru, Zygmunt Haupt 1997, s. 36.

Jeszcze kiedy indziej, natrafiamy na frazę, która wyrwana z kontekstu przypisana by mogła być Joyce’owi:

„Panny Domereckie, dziewczyńskie i rozkwitające, w swych halkach obrębionych i haftowanych ręcznie, były córkami szanownego masarza i handlarza nierogacizny i atrapowały bardzo Elektrę.”

Co nowego w kinie?, [w:] Pierścień z Papieru, Zygmunt Haupt 1997, s. 30.

„Ale robi to swoje, robi ta sukienczyna wrażenie amatorskości. Cała jest amatorska, dziewczęcość sukienczynowata.” s. 58,

O Stefci, O Chaimie Immerglucku i o Scytyjskich bransoletkach, [w:] Pierścień z Papieru, Zygmunt Haupt 1997, s. 58.
GATUNEK?

Gdyby postawić Pierścień z papieru przy jakimkolwiek innym dziele, móc porównać do czegokolwiek, to chyba najbliżej byłoby opowiadaniom Haupta do Ulisses’a Joyce’a. Z drugiej strony, może i trochę Czechow (sam autor przywołuje to właśnie nazwisko przynajmniej dwa razy w swych tekstach). Ale to tylko próba okiełznania tego, co powołał do życia Haupt. Bo jak zaszufladkować coś, co jest tak nieoczywiste, oryginalne i wyrywa się wszelkim regułom gatunkowym?

WSTĘP, POSŁOWIE

Wydawca bardzo mądrze postąpił, zamieszczając w książce opracowanie zarówno naukowe (wstęp), jak i przedstawiające bardziej osobiste odczytanie (zakończenie Andrzeja Stasiuka). Zabieg ten pozwala na początku przygotować się do tekstu, a następnie, już po lekturze – uporządkować go sobie w głowie.

PODSUMOWUJĄC

Proza Haupta jest wymagająca. Trud polega na samym odczytaniu – zrozumieniu lub próbie zrozumienia. Ze względu na wyjątkowość Pierścienia z papieru, lektury nie ułatwia również oczytanie. Wszystko to sprawia, że niedopuszczalny jest nie tyle brak koncentracji podczas lektury, co choćby najmniejsze odwrócenie uwagi. Właściwie ujął to Andrzej Stasiuk w posłowiu:

„Jeżeli skondensowaną, sprężoną formą czasu jest nuda, a w szczególności nuda lektury, to w przypadku Zygmunta Haupta doświadczamy czegoś odwrotnego: książka wypada nam z rąk, bo władze naszej percepcji są zbyt ograniczone, by pojąć i objąć to wszystko, co Autor przedstawia nam na jednej czy dwóch stronach.” s. 261-262

Andrzej Stasiuk: Zygmunt Haupt, [w:] Pierścień z Papieru, Zygmunt Haupt 1997, s. 261-262.

Z tego też względu polecam czytanie Pierścienia z papieru jedynie w pełnym skupieniu, bez pośpiechu. Niespieszna lektura umożliwia nie tylko pełniejsze zrozumienie przekazu Haupta, ale zapewnia również delektowanie się samym stylem. A ten jest najwyższej próby.

OPINIA DOTYCZY WYDANIA:

Pierścień z papieru, Zygmunt Haupt, Wydawnictwo Czarne, 1997. ISBN: 83-87391-00-X.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *