
UWAGA: W niniejszej recenzji nie jestem w stanie odnieść się do wierności adaptacji – nie czytałem bowiem powieści Margaret Mitchell, ani nie widziałem jej ekranizacji. Zakładam jednak, pisząc m.in. o fabule czy psychice postaci, iż odpowiada za nie Autorka pierwowzoru literackiego.
***
W posiadłości Tara osadzonej na amerykańskim południu toczy się beztroskie życie. Podczas jednego z licznych bali, gdzieś pomiędzy tańcem a small talkiem pięknych i zamożnych ludzi, przewija się temat zbliżającej się wielkimi krokami wojny. Nie jest to jednak na tyle poważna kwestia, by kogokolwiek przejąć. Południowcy są pewni szybkiego zwycięstwa. I zachowania status quo. Gdyby tylko wiedzieli, że to, co ich zdaniem będzie krótkim konfliktem, historia określi mianem Wojny Secesyjnej…
Ale są przecież ważniejsze sprawy niż jakieś głupie wojny. Szesnastoletnia Scarlett O’Hara nie może zrozumieć, dlaczego Ashley Wilkes ma wziąć ślub z Melanią Hamilton. Przecież to ona – Scarlett – kocha Ashleya. On powinien być jej! Wbrew sobie, ale przynajmniej na złość Ashleyowi, wybierze – z wianuszka adoratorów – pierwszego lepszego, który poprosi ją o rękę…
WOJENNA RZECZYWISTOŚĆ
Toczącym sielankowe życie postaciom szybko zostają zaaplikowane sole trzeźwiące. Jeszcze do niedawna bagatelizowany obraz wojny okazuje się mieć niewiele wspólnego z rzeczywistością. Margaret Mitchell ukazuje bezwzględność i brutalność świata trawionego konfliktem zbrojnym. Podobnie jak w Wojnie i pokoju Lwa Tołstoja, Autorka odrywa łatkę romantyzmu z wojny. Piękne i szlachetne bitwy mają miejsce jedynie w opowieściach.
Pierre Alary idealnie oddał owo zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością. Niemalże bajkowe obrazki otwierające Przeminęło z wiatrem mocno kontrastują z kadrami, które przychodzi nam oglądać później. Dramat płonącej Atlanty jest tego najlepszym przykładem. Z drugiej strony, Alaremu udało się sportretować coś jeszcze – nie tak spektakularnego, jednak mocniejszego w wymowie – scena, w której patrzymy na wracających z wojny żołnierzy równie dobrze mogła by znaleźć się w jakimś horrorze. To już nie ludzie, a jedynie wraki, błąkające się niczym zombie z The Walking Dead…
Wojna, będąca dla większości ludzi miejscem niezliczonych okropieństw, dla niektórych jest okazją do wzbogacenia się. Jak zresztą możemy przeczytać na tylnej okładce recenzowanego komiksu: Dostrzegliśmy możliwości w upadku cywilizacji i wyzyskaliśmy je najlepiej, jak mogliśmy. Dalszy komentarz jest zbędny.
MIŁOŚĆ, NIENAWIŚĆ I WSZYSTKO POMIĘDZY
Czytając i podziwiając dzieło Alary’ego możemy dostrzec różnorodne reakcje postaci na toczący się konflikt. Ale przecież Przeminęło z wiatrem, to również – a może przede wszystkim – opowieść o miłości. U Mitchell ma ona co najmniej kilka oblicz, a każde z nich jest wiarygodne psychologicznie.
Jednakże, tak jak w prawdziwym życiu, miłość to nie jedyny motor napędowy. Scarlett, Ashley czy Rhett Buttler, to pełnokrwiste postaci, których nie da się opisać jednym słowem; sprowadzić do jednej emocji. Ich głębia psychologiczna zdumiewa [niestety, nie mogę tego samego powiedzieć o nieskazitelnej Melanii – gdyby do Przeminęło z wiatrem wprowadzić realizm magiczny, mogła by ona paradować z aureolą nad głową].
INNOŚĆ
Jakby tego było mało, w swojej opowieści Mitchell wpisała walkę ze społecznymi konwenansami. Widać to zwłaszcza po Scarlett – samostanowiącej o sobie kobiecie, która zajmuje się rzeczami zarezerwowanymi wyłącznie dla mężczyzn.
I tak jak ona odstaje od społeczeństwa, tak samo niedopasowany do niego jest Rhett…
A jeśli już przy kwestii społeczeństwa jesteśmy: opowiadana historia w sposób fenomenalny oddaje nierówności społeczne. Nie chodzi tu tylko o majętność postaci – w końcu tłem wydarzeń jest Wojna Secesyjna, a więc walka o m.in. zniesienie/utrzymanie niewolnictwa.
KOMIKS
Styl Alary’ego mnie zachwycił i oczarował. Charakteryzuje go precyzyjna kreska z wyraźnymi konturami. Pozwala to dostrzec wszelkie niuanse na twarzach postaci [co, w opowieści o miłości i innych emocjach ma ogromne znaczenie].
Genialne jest także bogactwo tego, co możemy zaobserwować w kadrach. Pełne szczegółów rysunki, które oddają ducha epoki to dzieła sztuki same w sobie. Rewelacyjna rzecz.
Na pochwałę zasługuje także jakość wydania: twarda oprawa, szyty blok, gruby papier, piękne kolory i płócienny grzbiet. Tak powinno się wydawać komiksy.
O tym jak prezentuje się publikacja, możecie przekonać się klikając w zamieszczony poniżej materiał wideo.
PODSUMOWUJĄC
Bazujący na powieści Margaret Mitchell komiks Pierre’a Alary’ego to dzieło fenomenalne. Przeminęło z wiatrem ma wszystko co trzeba: wciągającą, pełną emocji i zawierającą komentarz społeczny historię, w której obserwujemy wiarygodne psychologicznie postaci [poza Melanią;)], przepiękną, pełną detali kreskę, bogate w szczegóły kadry i dopieszczone jakościowo wydanie. Jestem zachwycony.
RECENZJA NA PODSTAWIE WYDANIA
Przeminęło z wiatrem. Na podstawie powieści Margaret Mitchell, Pierre Alary, tł. Marta Duda-Gryc, Timof comics, 2026, ISBN: 978-83-68259-80-3.
Egzemplarz komiksu do recenzji otrzymałem od Wydawcy w ramach współpracy barterowej.