Trucizny – Piotr Dardziński – recenzja

„Od rana próbowałem się dostać do pokoju, w którym żona zamknęła się z dziećmi. Pukałem, nasłuchiwałem, bałem się, że może przyjść jej coś chorego do głowy. Zawsze się bałem o jej głowę.”

Trucizny, Piotr Dardziński, Instytut Literatury, 2021.

Małżeństwo przedzielone zamkniętymi drzwiami. W głowie różne scenariusze. Najczarniejszy z nich – śmierć dzieci. Najoptymistyczniejszy – naopowiadanie dzieciom głupstw, nastawienie ich przeciwko ojcu.

KRÓTKA FORMA

Trucizny otwiera przywołana powyżej scena. Wręcz zarysowana, zaznaczona, odnotowana. Jedna z wielu kłótni między małżonkami wyznacza kierunek dla całej historii. Wyrwana, ot tak, z codzienności, w której to co patologiczne, stało się normą.

Kolejne wspomnienia, jakby wyciągnięte siłą z głów narratorów (tata, mama, córka, syn) przedstawiają toksyczną rodzinę. Relacje w niej opierają się na wiecznym braku – nie chodzi tu jednak o pieniądze. Schodzą one na dalszy plan, w żaden sposób nie przysłaniając istoty problemu. Deficyt, który odczuwają bohaterowie, dotyczy spraw fundamentalnych. Brak miłości, niesatysfakcjonujące pożycie seksualne, poczucie samotności, a wreszcie – poczucie braku bezpieczeństwa wynikające z alkoholu i/lub przemocy domowej.

W Truciznach, forma współgra z treścią, uzupełnia ją. Wspomnienia przywoływane przez kolejnych narratorów są bolesne, z trudem przechodzą przez gardło – bliżej im do wyznania, niż do zwykłej relacji. Myśląc o słowach postaci, ma się w głowie wstyd i upokorzenie, które kneblują usta. Nie pozwalają od tak powiedzieć światu, co się dzieje. Drzwi są zawsze zamknięte, nawet gdy kobieta w końcu je otworzy, by wyjść z dziećmi z pokoju.

ŻYCIE WEWNĘTRZNE RODZINY

Piotr Dardziński pozwala czytelnikowi podejrzeć bohaterów w ich najintymniejszych, pozbawionych autocenzury chwilach. Świat zewnętrzny nie ma czego szukać w szczelnie zamkniętej rodzinie. Każdy ma tu swoje bolesne tajemnice, o których nie tyle wolałby zapomnieć, co raczej je przemilczeć.

Ta możliwość zajrzenia przez dziurkę od klucza jest przede wszystkim fragmentaryczna, choć – wystarczająca do nakreślenia życia wewnętrznego rodziny. Tego, które odbywa się w czterech ścianach. Tego, które poza cztery ściany raczej nie wychodzi.

W przeciwieństwie do Szopki Zośki Papużanki, postaci u Dardzińskiego nie skupiają się na odgrywaniu przed innymi ludźmi spektaklu, że wszystko w domu jest w porządku. Ten świat, raczej zarysowany, wydaje się wręcz nie tyle nieistotny, co po prostu obojętny, a nawet jeśli taki nie jest – zdaje się szukać problemu w niewłaściwym miejscu. Narzuca swoje nietrafione interpretacje i odpowiedzi.

TRAUMA

Losy bohaterów, ich wewnętrzne trucizny, to coś międzypokoleniowego. Przekazywane z rodziców na dzieci, z ojca na syna. Wspomniane wcześniej, odczuwane przez postaci deficyty nie są wyłącznie czymś tu i teraz; to coś, co nie dość, że będzie się wlokło za człowiekiem przez całe życie, to jeszcze może zostać przekazane na ewentualne potomstwo. Oczywiście, może dojść do przełamania schematu, Dardziński jednak nie pozostawia złudzeń – aby tak się stało, konieczny jest jakiś pozytywny wzorzec.

„Przecież ranią tylko poranieni.

Szczęśliwi nie krzywdzą.

Nie biją.

Są blisko.”

Trucizny, Piotr Dardziński, Instytut Literatury, 2021.
OJCIEC, WZÓR

Najdobitniej brak wzoru do naśladowania widać w relacji pomiędzy ojcem i synem. Ten pierwszy, przedkładający wiarę w Boga nad miłość do bliźniego, i jego potomek – który wzór musiał sobie stworzyć – zastąpić ojca biologicznego, Bogiem Ojcem.

MOTYWY RELIGIJNE

Motywy religijne są w Truciznach bardzo mocno nakreślone. Nawiązania do Pisma Świętego czy chrześcijaństwa są zwykle zwichrowane. Dla każdej z postaci wiara oraz religia oznaczają bowiem coś innego. Ojciec, pomimo fundamentalistycznego wręcz podejścia do kwestii wiary, traktuje ją wybiórczo (przykładowo: bycie chrześcijaninem w niczym nie koliduje z biciem żony i córki). Matka zaś z religii wręcz szydzi. Dla niej sacrum nie istnieje, łatwo może zostać sprofanowane i to w jak najbardziej wulgarny, obsceniczny sposób. Syn z kolei spojrzał na Boga jak na przyjaciela, z którym może porozmawiać, w którym może odnaleźć utraconego ojca. Relacja ta, oparta na silnej wierze (a nie religii), jest głęboka i szczera; przekształciła modlitwę-monolog, w dialog – nawet pomimo braku odpowiedzi ze strony Boga.

SAMOTNOŚĆ

Najmocniej odczuwa się jednak w Truciznach samotność. Rodzina, w której każdy żyje osobno, w której ucieka się od siebie nawzajem jak najdalej, to miejsce rozpaczliwie puste. Postaci cieszy nie tylko namiastka bliskości, co czasami wręcz iluzja takowej. Wymowna jest scena, w której ojciec stwierdza:

„A niekiedy stałem tylko oparty o zimną ścianę. Czasem była to jedyna forma bliskości, jakiej mogłem doświadczyć. Zaciskałem oczy, żeby już do końca się nie rozlecieć. W moim wnętrzu było ciemno, ale było mi cieplej.”

Trucizny, Piotr Dardziński, Instytut Literatury, 2021.

STRATA

Jarosław Czechowicz trafnie stwierdza (na tylnej okładce), iż Trucizny to również opowieść o tym, co cenimy po utracie. Odczuć to można zwłaszcza w opowieści syna, gdy ten przywołuje wspomnienia dobre, ciepłe – tym bardziej kontrastują one z poprzedzającą je treścią książki. Czy obrazy te mogą uleczyć choć trochę ran? Czy mogą stać się odtrutką?

PODSUMOWUJĄC

Trucizny są lekturą do bólu szczerą. Przedstawiają wewnętrzny świat rodziny, w której trucie jest procesem długotrwałym. W której truci są wszyscy, bez wyjątku. Piotr Dardziński oddał w swej literaturze głos postaciom ważnym, w rzeczywistości przeważnie milczącym – ludziom zatrutym.

OPINIA DOTYCZY WYDANIA:

Trucizny, Piotr Dardziński, Instytut Literatury, 2021. ISBN: 978-83-66765-95-5

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Autorowi oraz Wydawcy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *