
„Jak umarł mój ojciec? Moja matka? Ja odumarłem ich wcześniej i nie miałem, pogrobowiec, prawa pytać. Byłoby to – tak czułem w tej chwili – jakąś przewrotnością, jak gdybym oszukał ich, uchodząc w tchórzliwej uciecze losowi, ukrywając się w czasie, który był dla mnie mniej śmiertelny aniżeli dla nich. To oni mnie pochowali, w gwiazdach, nie ja ich, na Ziemi.”
Powrót z gwiazd, Stanisław Lem, Wydawnictwo Literackie, 2026, s. 142.
Hal Bregg powrócił na Ziemię po dziesięcioletniej misji kosmicznej. Szkopuł w tym, że to co dla niego trwało dekadę, dla pozostałych na planecie Ziemian – wskutek paradoksu czasowego – 127 lat. Było oczywiste, że ludzkość nie będzie stała w miejscu; że powrót z gwiazd będzie oznaczał zastanie cywilizacji w innym miejscu. Jak jednak dostosować się do świata, który zmienił się nie do poznania? Czy jest to w ogóle możliwe?
CZAS JEST KLUCZOWY
Albert Einstein miał rację – nie ma czegoś takiego jak czas absolutny. Trudno jednak odczuć skutki relatywizmu czasowego, gdy jest się mieszkańcem Ziemi [czy innej planety], który nigdy nie wybrał się w podróż międzygwiezdną. Zresztą, weźmy pod uwagę nasze [póki co] najdalsze misje załogowe – astronauci biorący udział w misjach kosmicznych programu Apollo, którzy powrócili na Ziemię, nie byli zauważalnie młodsi lub starsi dla pozostałych Ziemian [choć, tak naprawdę, ze względu na słabszą grawitację naszego naturalnego satelity, powrócili nieco starsi. „Nieco” oznacza w tym przypadku różnice czasu mierzoną w mikrosekundach – bowiem czas na Księżycu spieszy względem naszych ziemskich zegarów o około 58.7 mikrosekundy na dobę].
Wracając do meritum. W Powrocie z gwiazd Stanisław Lem zastanawia się nad swego rodzaju skrajnością. Co by było, gdyby wskutek relatywizmu czasowego, astronauta powrócił na Ziemię, która zdążyła się postarzeć o 127 lat? Co czułby człowiek, który niemalże został wyrwany, a następnie na powrót wcielony w struktury społeczne? Jak wyglądałby proces adaptacji? Czy w ogóle byłby on być możliwy?
ŚWIAT PRZYSZŁOŚCI
Wszystko płynie, jak zauważył Heraklit z Efezu. Niewątpliwie jest to twierdzenie prawdziwe i ponadczasowe. Jedyną pewną rzeczą jest bowiem zmiana [a także: śmierć i podatki]. Nic więc dziwnego, że to, co zastał po powrocie Hal, wyglądało zgoła inaczej niż w dniu, w którym opuścił Ziemię. Ta przywitała go nową architekturą, odmiennymi strojami, dziwnym słownictwem, nieznaną technologią, czy innymi normami społecznymi. Można się więc zastanawiać: jak doszło do takich zmian? Czy wynikają one z ewolucji, czy rewolucji? Cóż, świat w wizji Lema – choć wygląda na utopijny – zdecydowanie do takich nie należy…
Ludzkość, w zetknięciu z Breggiem, wydaje się jakaś „nijaka”. „Letnia”. Pozbawiona agresji i ryzyka. Ale – przynajmniej – bezpieczna. Coś za coś. Czy jednak taki „wykastrowany” człowiek wciąż jest człowiekiem?
„- Jak ty nic nie rozumiesz. Świat jest bez strachu, a ciebie można się bać.”
Powrót z gwiazd, Stanisław Lem, Wydawnictwo Literackie, 2026, s. 128.
Pozostaje jeszcze jedna kwestia związana z człowieczeństwem. Tę dostrzega się w scenach, w których główny bohater ma styczność z robotami – czy człowieczeństwo to coś, co można scedować?
Postawmy jeszcze następujące pytanie [ależ ich mi się tu nazbierało]: jak sprawić, by ktoś spoza społeczeństwa mógł się wcielić w jego ramy?
ADAPTACJA
Obserwując losy Hala, nietrudno dojść do wniosku, że jest on odizolowany od reszty Ziemian. Widać to już choćby po jego wyglądzie – zbyt wysoki i zbytnio umięśniony odstaje od otaczających go ludzi.
Jednak nie wygląd stanowi jego największy problem. By jakoś wcielić się na powrót do społeczeństwa, najprościej jest pozostać po powrocie z gwiazd w specjalnym ośrodku adaptacyjnym [ale z tego Bregg zrezygnował]. Więc co? Odpowiedzią jest… miłość.
ROMANS
Niestety, miłość w tym wydaniu jest tragiczna. I nie, nie chodzi mi tu o tragizm rodem z Shakespeare’a. Nie – wątek miłosny po prostu Lemowi nie wyszedł. Hal w kontaktach z kobietami zachowuje się jak kosmita. Nie ma znaczenia, że trafił on do przyszłości, która tak różni się od czasów, które opuścił. Nawet wtedy – przed podróżą w kosmos – zachowanie Bregga byłoby co najmniej dziwne [i niepokojące]. I wiem, miłość potrafi zaślepić, ale bez przesady – Hal nie jest młokosem. Nie chcę jednak podawać konkretnych przykładów, żeby nie psuć Wam frajdy związanej z odkrywaniem fabuły [zwłaszcza, że to o czym wspominam, ma miejsce pod koniec książki].
PODSUMOWUJAC
Powrót z gwiazd to dająca do myślenia wizja przyszłości, w której Stanisław Lem zastanawia się nad psychologicznymi i socjologicznymi skutkami ubocznymi relatywizmu czasowego [i ogólnymi skutkami kontroli społecznej]. Świat, w który wrzuca nas Autor zmusza także do stawiania pytań o naturę człowieczeństwa. Do tej literackiej beczki miodu trafiła – niestety – łyżka dziegciu w postaci wątku miłosnego. Ten Lemowi nie wyszedł. Warto jednak przymknąć na niego oko gdyż Powrót z gwiazd to, summa summarum, solidna lektura.
PS. To właśnie w Powrocie z gwiazd natrafimy na niezwykle wizjonerski opis związany z książkami i szeroko rozumianym czytaniem:
” Księgarnia przypominała raczej elektronowe laboratorium. Książki to były kryształki z utrwaloną treścią. Czytać można je było przy pomocy optonu. Był nawet podobny do książki, ale o jednej, jedynej stronicy między okładkami. Za dotknięciem pojawiały się na nim kolejne karty tekstu. […] Publiczność wolała lektony – czytały głośno, można je było nastawiać na dowolny rodzaj głosu, tempo i modulację. […] wszystkie moje zakupy mieściły się w jednej kieszeni, choć było tego prawie trzysta tytułów.”
Powrót z gwiazd, Stanisław Lem, Wydawnictwo Literackie, 2026, s. 103.
Brzmi znajomo, prawda?
RECENZJA NA PODSTAWIE WYDANIA
Powrót z gwiazd, Stanisław Lem, Wydawnictwo Literackie, 2026, ISBN: 978-83-08-8959-0.
Egzemplarz książki do recenzji otrzymałem od Wydawcy w ramach współpracy barterowej.