Chłopak na opak. Raz, gdy chciałem być szlachetny… – Hanna Ożogowska – opinia o książce

Poznajcie Jacka Czarneckiego. Chłopca, który ma 9 lat i 4 miesiące i wszystko rozumie na opak. Przysparza przez to zmartwień swoim rodzicom, nauczycielom, druhom, rówieśnikom, a czasem i innym ludziom, którzy znajdą się akurat na jego drodze. Bo gdy pomysł przeradza się w czyn, nikt ani nic nie może czuć się bezpiecznie. Wywołane przez to problemy są zabawne – dla czytelnika – ale nie życzyłbym nikomu, aby jego pociecha tak się zachowywała.

WINNY JEST PECH. ALBO COŚ INNEGO

Swoje nieszczęścia Jacek tłumaczy prześladującym go pechem:

„Kiedy tylko coś mi się nie uda, to wszyscy na mnie, że dlaczego ja jestem t a k i? A może ja wcale t a k i nie jestem, tylko pech, i już?”

Chłopak na opak. Raz, gdy chciałem być szlachetny…, Hanna Ożogowska, 1975

Kiedy indziej zauważa:

„Jak ktoś jest zapeszony, tak jak ja, to już trudno, to go same niepowodzenia spotykają…”

Chłopak na opak. Raz, gdy chciałem być szlachetny…, Hanna Ożogowska, 1975

Pech to wygodna wymówka; usprawiedliwienie na wszystkie niefortunne pomysły, które chłopak wprowadza w życie. Jeśli jednak nie może czegoś zrzucić na zły los, szuka winy gdzie indziej. Roztargane ubranie? To z powodu starego materiału, który został wykorzystany do uszycia nowych, niedawno kupionych spodni. Albo przez niskiej jakości nici. Przykłady można by mnożyć, bo każdy problem jest – według Jacka – spowodowany przez kogoś lub coś innego.

UWAGA, JACEK!

O pomysłach Jacka powinni być informowani wszyscy dookoła. Z wyprzedzeniem. Może wtedy udałoby się uniknąć wielu nieporozumień i/lub szkód wynikających z jego pomysłów. Bo czego ten chłopak nie wymyśli? Oto przykłady:

Gdy postanowił zostać fakirem, zdobył deskę i gwoździe. Ale że gwoździ zbyt wiele nie było, stwierdził, że na początek wystarczy jeden; po chwili uznał że to jednak za mało – wbił więc dodatkowe cztery. Bo od czegoś trzeba zacząć, prawda?

Kiedy indziej, Jacek ma zaopiekować się młodszym dzieckiem. W jaki sposób?

„ – Mój złociutki – mówi ciocia – my tylko na pół godzinki do sklepu wyskoczymy. Zostawiam Maciusia pod twoją opieką. Wiem, że będziesz umiał go rozerwać.

– Tak, tak – dodała mama. – Rozerwij go trochę.”

Chłopak na opak. Raz, gdy chciałem być szlachetny…, Hanna Ożogowska, 1975

Jeśli ktoś rozumie wszystko dosłownie i usłyszy komendę „rozerwij”, to aż skóra cierpnie na samą myśl o zbliżającej się katastrofie (na szczęście przygody Jacka nie kończą się aż tak tragicznie).

Śmieszne to, ale i przerażające, gdy się nad tym chwilę zastanowić.

DZIECKO ZABURZONE?

Możecie to uznać za czepialstwo z mojej strony – przecież to książka dla dzieci, służąca jedynie rozrywce – ale przez cały czas zastanawiałem się, co z Jackiem jest nie tak? Ma ponad dziewięć lat i nie jest w stanie zrozumieć metafory. Ani jednej. Interpretuje je dosłownie. Podobnie ma się rzecz z ironią. Gdy przewraca ławki w parku, a starsi mężczyźni mówią „miłe dzieci”, on myśli, że został właśnie przez nich pochwalony. Dziwi się, gdy po chwili zostaje przegnany przez jednego z nich laską.

Problem objawia się również, gdy Jacek stara się znaleźć przyczynę danego stanu rzeczy. Swoje usprawiedliwienia wymyśla w sposób bardzo oryginalny, zwykle kierując się pokrętną logiką.

Co jeszcze? Kłamstwa, bójki, wagary, awersja do mycia się, itp.

Co prawda na nietypowe zachowanie chłopaka zwracają uwagę inni. Zazwyczaj skwitowane jest ono dwójką, czasami laniem. Niezwykle rzadko jednak jest to powodowane troską o jego zdrowie psychiczne. A jeśli już, to sprowadza się do zdawkowych uwag. Przykładowo, druh zastępowy na pytanie o Jacka, otrzymuje od dzieci odpowiedź:

„ – Zdrowy, zdrowy zupełnie! Klepki ma w porządku, tylko…”

Chłopak na opak. Raz, gdy chciałem być szlachetny…, Hanna Ożogowska, 1975

Kiedy indziej, podczas rozmowy mamy Jacka z jego babcią, wywiązuje się taki oto dialog:

„- Ale czy mama wie, co ten Jacek nam narobił?

– Wiem, wiem, już mi wszystko opowiedział.

– Czy tylko na pewno wszystko? – pyta mama.

– Na pewno wszystko. On mi zawsze prawdę mówi. To wcale nie jest zły chłopak, tylko, jak to dziecko, rozumu całego jeszcze nie ma.

– On i połowy nie ma. Ja to mamie mówię. (…)”

Chłopak na opak. Raz, gdy chciałem być szlachetny…, Hanna Ożogowska, 1975

Autorka nie daje odpowiedzi, a ja – jako że nie jestem psychologiem – też wam jej nie udzielę, ale warto się zastanowić: czy z tym dzieckiem jest wszystko w porządku?

CHŁOPIĘCE LATA

Pomijając wszelkie aspekty psychologiczne głównego bohatera – niektóre przypadki spotykające Jacka są uniwersalnymi problemami, z którymi mierzą się dzieci w różnym wieku, na całym świecie. Złe oceny, kłótnie z kolegami, niezrozumienie przez dorosłych czy niechęć do odrabiania lekcji. Autorka skupiając się na Jacku, przedstawia dodatkowo to, co zajmuje chłopców w okresie dziecięcym – tu nikt nie ugania się za dziewczynami (chyba, że chce którejś podłożyć nogę); nie ma mowy o jakiś pierwszych zauroczeniach lub chodzeniu. To świat pełen zabaw z innymi, bójek z byle jakiego powodu (jednym z najbardziej niedorzecznych jest fikcyjne drzewo, na które ma być kolejka do wejścia), różnych dziwnych planów oraz sposobów na przejście przez szkołę jak najmniejszym wysiłkiem.

RELIKT DAWNYCH CZASÓW

Chłopak na opak, to również pewien obrazek końcówki lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku (pierwsze wydanie miało miejsce w 1960 roku). Najniższą oceną była dwójka. Dzieci chodziły do szkoły przez sześć dni w tygodniu, a zapytane o najważniejsze rzeczy w mieszkaniu, wymieniają: centralne ogrzewanie (bo nie trzeba nosić wiader z węglem), windę, balkon, łazienkę, ładne ściany, słońce wchodzące przez duże okna, podłogi. I niby nie ma w tym nic dziwnego, tylko wydaje mi się, że identyczne pytanie postawione obecnie, dałoby zupełnie inne wyniki. Ale może się mylę.

W książce widoczne jest również wszechobecne lanie, którym karano za najróżniejsze przewinienia. Na szczęście autorka oszczędziła nam pod tym względem opisów. Dzieje się ono gdzieś w tle, jakby wisiało nad dziećmi. Tego typu kara jest dla nich największym hamulcem przed zrobieniem czegoś niewłaściwego.

PODSUMOWUJĄC

Chłopak na opak to książka zabawna. Perypetie Jacka potrafią wywołać podczas lektury głośny śmiech (np. „rycerze ściągali ze wszystkich stron”). Wynika on z nieumiejętnego spojrzenia tytułowego chłopaka na świat. Nieporozumienia, konflikty i ogólne zamieszanie będące efektem jego czynów to ogromne pokłady rozrywki, jeśli założy się, że książka ma tylko i wyłącznie temu służyć. Nie widzę w niej bowiem wartości edukacyjnej. Chyba, że uznamy, iż przygody Jacka to coś, co możemy naśladować, ale tylko i wyłącznie wtedy, gdy zrobimy tak jak on, tyle że na opak.

OPINIA DOTYCZY WYDANIA:

Chłopak na opak czyli z pamiętnika pechowego Jacka. Raz, gdy chciałem być szlachetny…, Hanna Ożogowska, il. Bohdan Butenko, „Nasza Księgarnia”, 1975.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *