Eleutheria – Samuel Beckett – recenzja

Eleutherię Samuel Beckett napisał w 1947 roku. Tekst ten był zarazem jego pierwszym dramatem, jak i ostatnim. Pierwszym – ponieważ poprzedził on wszystkie inne utwory sceniczne Becketta [kolejny dramat, który wyszedł spod pióra Autora to Czekając na Godota]. Ostatnim – gdyż Eleutheria została wydana pośmiertnie, w 1995 roku.

Zgodnie z wolą Samuela Becketta, Eleutheria miała nigdy nie zostać opublikowana. Autor odrzucał wszelkie propozycje. Do „zdrady na testamencie” Becketta, doszło w atmosferze wydawniczego skandalu [o czym więcej w przedmowie Od wydawcy francuskiego].

Jak pokazała historia, takie sprzeniewierzenie się woli twórcy danego dzieła, potrafiło wyjść czytelnikom na dobre [przykładowo Proces Kafki]. Jak to wyszło z Eleutherią?

POSTACI & FABUŁA

Do saloniku państwa Krap przybywa pani Piouk [siostra pani Krap], przyjaciółka rodziny Krap – pani Meck oraz narzeczona Wiktora, syna państwa Krap – Olga Skunk. Pojawi się jeszcze służba państwa Krap, Szklarz ze swoim synem Michałem oraz Widz i kilka innych postaci.

Tematem przewodnim spotkania staje się życie jakie wiedzie Wiktor oraz próba zrozumienia, dlaczego jest ono takie, a nie inne. Z konkretów wiadomo tylko tyle, że mężczyzna nie zajmuje się niczym szczególnym od dwóch lat, mieszka w ascetycznych warunkach [w pokoju Wiktora znajduje się wyłącznie łóżko], a gdy doskwiera mu głód idzie myszkować po śmietnikach. Ogólnie – stał się jakiś inny.

METATEKST

Samuel Beckett sukcesywnie i konsekwentnie burzy czwartą ścianę [metatekst]. Bohaterowie Eleutherii komentują role [swoje jak i innych], próbują uzasadnić istnienie jakiegoś fragmentu utworu, by ostatecznie – w najbardziej przełomowym momencie dramatu, wprowadzić na scenę postać Widza.

W tekście pojawia się również autoironia – Beckett przywołuje nie tylko swoje nazwisko, ale zaznacza również, iż określenie farsa stosuje się dla sztuk, które mogą być niezrozumiałe.

„WIDZ: Mówię: farsa w zamyśle, w nadziei, że jej sprostacie. Czyli to, co piszą nasi najlepsi autorzy, w ten sposób nazywając swoje najpoważniejsze utwory, na wypadek gdyby nikt nie wziął ich poważnie.”

Eleutheria, Samuel Beckett, tł. Antoni Libera, Państwowy Instytut Wydawniczy, 2021, s. 154.
DOBRZY ZNAJOMI

Czytając Eleutherię obecnie, trudno nie zauważyć [oczywiście jeśli zna się inne teksty Becketta] znajomych motywów, cytatów czy postaci. Antoni Libera, twórca omawianego przekładu i opracowania, zaznacza i wyjaśnia te nawiązania w zamieszczonych na końcu książki Przypisach i objaśnieniach tłumacza [dodatkową wartość stanowi odsyłanie czytelnika do cytatów z dwutomowego wydania Utworów wybranych Samuela Becketta z 2017 roku].

O ile konkretne cytaty, czy ich parafrazy mogą być znane tylko specjalistom, o tyle przewijające się przez Eleutherię motywy powinny być przez czytelników Becketta przynajmniej kojarzone. Ci, którzy czytali Czekając na Godota, Końcówkę, Ostatnią Taśmę, czy wreszcie – Murphy’ego, mogą odczuwać deja vu.

PERCEPCJA

Eleutherię można odczytywać samodzielnie. Dramat ten stanowi odrębny, samodzielny utwór, ALE…

Ale po lekturze nie dziwi niechęć do jej publikacji przez Samuela Becketta. Przede wszystkim, Eleutheria ze względu na motyw przewodni oraz poziom metatekstu jest sztuką dość zawoalowaną, momentami sprawiającą wrażenie wręcz bełkotliwej, kluczącej gdzieś na obrzeżach sensu. Najprościej sprowadzić ją do farsy i zaniechać głębszej interpretacji [i być może sam bym tak uczynił, gdyby nie przeczytany przeze mnie niedawno Murphy].

I tutaj pojawia się główny problem Eleutherii. Znajomość innych tekstów Becketta sprawia, iż dramat ten odczytuje się właśnie przez pryzmat pozostałych utworów Autora. Winny jest temu wspomniany metatekst oraz „recykling” motywów [oraz fakt, iż w innych utworach, Beckett przedstawił je głębiej i/lub ciekawiej – vide Murphy].

Eleutherię polecam więc przede wszystkim jako „kolejny” tekst Autora Czekając na Godota. Nie zachęcam, by lekturę Becketta zaczynać właśnie od Eleutherii, lecz proponuję, by traktować ją jako „uzupełnienie” w stosunku do np. Murphy’ego.

PODSUMOWUJĄC

Ze względu na poziom metatekstu zawarty w Eleutherii, na zakończenie – i podsumowanie – oddam głos postaciom dramatu:

„WIDZ: (…) Ta pana historia nawet nie była taka zła… może trochę za długa, może trochę nudnawa i w jakiejś mierze… głupia, a jednak całkiem niezła, miejscami wręcz urocza, jeżeli oczywiście nie wnikać w nią zbyt głęboko, lecz nikt z nas tego nie robi. Tak więc dziękuję panu i gratuluję panu, i już się wycofuję.”

Eleutheria, Samuel Beckett, tł. Antoni Libera, Państwowy Instytut Wydawniczy, 2021, s. 176.

„SZKLARZ: Tak to wygląda w skrócie! () Nie wiem już, czego chciałem, nie zdziwiłbym się jednak, gdyby to było to.”

Eleutheria, Samuel Beckett, tł. Antoni Libera, Państwowy Instytut Wydawniczy, 2021, s. 193.
RECENZJA NA PODSTAWIE WYDANIA:

Eleutheria, Samuel Beckett, przełożył i opracował Antoni Libera, Państwowy Instytut Wydawniczy, 2021, ISBN: 978-83-8196-232-2.

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawcy.

POZOSTAŁE KSIĄŻKI SAMUELA BECKETTA, O KTÓRYCH PISAŁEM:

Murphy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *