Pieśni o zmierzchu – Oscar V. de L. Milosz – recenzja

W skład Pieśni o zmierzchu wchodzą wspomniane Pieśni oraz Ars Magna. Na pierwszą część zbioru składają się poezje Oscara V. de L. Milosza [Oskara Miłosza], które przypadną do gustu wszystkim tym, którzy doceniają w wierszu nastrój charakterystyczny dla dekadencji oraz romantyzmu. Poza pesymizmem, mrokiem czy szeroko rozumianym weltschmerzem, występują u Milosza scenerie idealnie to podkreślające – ciemne bory, groby, etc. [przy okazji: okładka książki dobrze to oddaje].

Ten nastrój ustępuje jednak powoli miejsca czemuś odmiennemu; jakiejś tajemniczości innej, niż ta wystająca zza każdego drzewa w mrocznej, wilgotnej kniei. Krzysztof Andrzej Jeżewski pisze o zdarzeniu, które za to odpowiada:

„W końcu stało się to, czego doznał przed nim inny wielki mistyk i myśliciel, Blaise Pascal, w „nocy ognistej” z 23 listopada 1654 roku. W nocy z 14 na 15 grudnia 1914 spłynęła na Oskara Miłosza łaska Boska: doznał wizji „Słońca duchowego” albo jak to nazywa gdzie indziej – „Anioła Jehowy”. To całkowicie przeobraziło jego jestestwo i pisarstwo.”

Pieśni o zmierzchu, Oscar V. de L. Milosz, tł. Krzysztof Andrzej Jeżewski, Bronisława Ostrowska, Czesław Miłosz, Państwowy Instytut Wydawniczy, 2021, s. 8-9.

Ta zmiana jest w wierszach Milosza doskonale widoczna. Stają się one rzeczywiście tajemnicze i pełne symboliki. Być może odpowiada za to również fakt, iż Autor należał w latach 1917-1921 do La fraterie des veilleurs [Bractwo czuwających]. Czytając Pieśni o zmierzchu można odnieść wrażenie, iż do ich rozszyfrowania konieczny jest jakiś stopień wtajemniczenia.

Wtajemniczenia do czego, zapytacie?

Być może wystarczy znajomość starożytnych kultów solarnych, kabały, Biblii, alchemii, literatury [a może i życiorysów] Dantego, Goethego czy Byrona. Być może, bo nie jestem w stanie zagwarantować, czy taka wiedza wystarczy – bo jeśli nawet ułatwi ona interpretację wierszy Milosza, o tyle może być zbyt „fragmentaryczna”, do tego, co czeka na czytelnika w drugiej części książki – Ars Magna.

ARS MAGNA

Na Ars Magna składa się zbiór różnych tekstów, które najłatwiej sklasyfikować jako traktat teologiczny [chyba]. Jego genialność podkreśla przede wszystkim „fizykalność” wywodu zawarta w Liście do Storge, w którym to Autor, niezależnie do Einsteina i całkowicie poza matematyką, odkrył teorię względności (!). Ponadto w Ars Magna Milosz zwraca również uwagę na istnienie Wielkiego Wybuchu, choć jest on rozpatrywany przez niego w sposób stricte religijny [i – oczywiście – nie nazywany w ten właśnie sposób].

List do Storge, który otwiera Ars Magna jest najprzystępniejszym tekstem w całym traktacie. Im dalej, tym coraz bardziej mistycznie, symbolicznie i – po prostu – trudniej. Są fragmenty, w których Milosz zdaje się wręcz całkowicie odrzucać naukę na rzecz… religii? Neguje on matematykę za to, że ta opiera się na aksjomatach [sama kwestia przyjmowana czegoś za pewnik warta jest dysputy filozoficznej]. Ale to, o czym momentami pisze Milosz zmusiło mnie do zastanowienia się, gdzie przebiega ta słynna granica pomiędzy geniuszem a obłędem.

Są w Ars Magna ustępy, których po prostu nie potrafię zinterpretować inaczej niż poprzez szaleństwo. Być może jednak mój powątpiewający stosunek w prawdę objawioną przez Milosza wynika z faktu, iż przedstawił mi ją człowiek. Jak zauważa sam Autor w Poemacie o Arkanach:

„Bowiem gdyby prawda, która tu przemawia, została mi objawiona przez jakąś istotę, tak jak będzie odsłonięta przed tobą organem istoty, którą jestem, z pewnością nie byłbym jej uznał.”

Pieśni o zmierzchu, Oscar V. de L. Milosz, tł. Krzysztof Andrzej Jeżewski, Bronisława Ostrowska, Czesław Miłosz, Państwowy Instytut Wydawniczy, 2021, s. 153.

[Samo objawienie, którego dostąpił Autor opisane jest na stronie 121].

Milosz ponadto zdaje sobie sprawę, że jego wywód może nie być jasny dla wszystkich. Lumen otwierają następujące pytania:

„Co mówisz mój synu szczęśliwy? Kochałeś do szaleństwa i ze współczuciem kobietę zrodzoną jak ty z niespokojnej gliny i powiadasz, że nic nie pojmujesz z mojej mowy?”

Pieśni o zmierzchu, Oscar V. de L. Milosz, tł. Krzysztof Andrzej Jeżewski, Bronisława Ostrowska, Czesław Miłosz, Państwowy Instytut Wydawniczy, 2021, s. 147.
WYDANIE

Bardzo dobrą decyzją Wydawcy było zaopatrzenie Pieśni o zmierzchu we wstęp od tłumacza [a właściwie: od „głównego” tłumacza] Krzysztofa Andrzeja Jeżewskiego [poza nim za przekład utworów odpowiadają również Czesław Miłosz [ciekawostka: krewny Autora] oraz Bronisława Ostrowska]. Takie wprowadzenie pozwala choć trochę przygotować się na to, co w swojej twórczości serwuje Milosz.

PODSUMOWUJĄC

Pieśni o zmierzchu, a zwłaszcza dołączona do książki Ars Magna, są lekturą wymagającą najwyższego skupienia [a prawdopodobnie i jakiegoś poziomu wtajemniczenia]. Zrozumienie niektórych fragmentów może być trudne, a część z nich – nawet zrozumiana – może wzbudzać w czytelniku negatywny stosunek do objawienia Autora. I choć Pieśni czyta się ciężko, trudno odmówić twórczości Milosza kunsztu literackiego. Nastrojowe poezje, czy geniusz tkwiący w Liście do Storge, to najmocniejsze punkty Pieśni o zmierzchu.

PS. Gdybym miał wskazać wiersz, który w „Pieśniach” podobał mi się najbardziej, byłby to Danse macabre.

TEKST W OPARCIU O WYDANIE

Pieśni o zmierzchu, Oscar V. de L. Milosz, tł. Krzysztof Andrzej Jeżewski, Bronisława Ostrowska, Czesław Miłosz, Państwowy Instytut Wydawniczy, 2021. ISBN: 978-83-8196-321-3

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawcy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *