UWAGA: Komiks, tak jak starsze, nieugrzecznione baśnie, jest przeznaczony dla osób dorosłych.

Baśnie nie cieszą się obecnie takim poważaniem jak niegdyś. Często uważane są jako coś infantylnego – coś, co jest dobre wyłącznie dla dzieci. Wynika to z długofalowego ugrzeczniania treści. Trwający wiele lat proces łagodzenia baśni, doprowadził do wytworzenia ich fałszywego obrazu. Weźmy za przykład takiego Kopciuszka czy inną Roszpunkę: myśląc o nich, trudno nie przywołać w pamięci disneyowskiej kreacji – rozśpiewanej księżniczki, która zawsze sobie ze wszystkim poradzi, a przy tym nie narazi na szwank swojej nieskazitelnej moralności. Dodajmy do tego nachalną monetyzację każdej kolejnej produkcji Disneya: przybory szkolne, plecaki, ubrania, kubki, naklejki, kolorowanki, książeczki, lalki czy zabawki z ulubionymi postaciami. Śpiąca Królewna, Mała Syrenka, Kopciuszek czy Roszpunka przestały być bohaterkami baśniowymi. Stały się Księżniczkami Disneya [pod taką nazwą są sprzedawane choćby jako lalki]. I jak tu wciąż traktować baśnie poważnie?
„Jeśli uważacie, że baśnie dla dzieci są trochę przesłodzone i pozbawione głębi, prawdopodobnie macie w głowie disneyowskie archetypy.”
Na końcu wszyscy umierają. Brudna prawda o bajkach dla dzieci, Lou Lubie, tł. Wojciech Birek, Timof comics, 2026, s. 6.
Na szczęście, w kontrze do infantylizacji baśni, od dawna mówi się o tym, by przywrócić baśniom ich należyte miejsce. J. R. R. Tolkien w swoim eseju O baśniach pisał wprost: baśnie nie powinny być ugrzeczniane. Jako przykład podawał twórczość braci Grimm. Ci, na naszym rodzimym rynku wydawniczym dopiero w 2023 roku, za sprawą Elizy Pieciul-Karmińskiej otrzymali pierwsze, w pełni zgodne z oryginałem tłumaczenie [pt. Żyli długo i szczęśliwie, póki nie umarli. Nieznane baśnie braci Grimm]. Można pójść dalej: dostrzec, że „ugrzecznianie” równa się po części z „cenzurowaniem” baśni. Nikt nie protestował, gdy dzieła Charlesa Perraulta czy wspomnianych braci Grimm stawały się coraz łagodniejsze. Ale przypomnijcie sobie, jak ogromny sprzeciw w Wielkiej Brytanii wzbudziły próby zrobienia dokładnie tego samego z twórczością Roalda Dahla. Czytelniczki i Czytelnicy wciąż chcą dorosłych treści. Dorosłych baśni. W tym celu, warto wrócić do źródeł.
Tego typu popularnonaukową wędrówkę zapewnia nam Lou Lubie w swoim komiksie Na końcu wszyscy umierają. Brudna prawda o bajkach dla dzieci.
BAŚNIE DLA DOROSŁYCH?
Czy wiecie, że Kopciuszek miała nie jedną, ale aż dwie macochy? Albo, że w Czerwonym Kapturku było sporo golizny [i biegania w stroju Adama… a właściwie to Ewy, po lesie]? Albo, że w pewnej baśni ze starożytnego Egiptu jedna z postaci pozbawiła się przyrodzenia trzciną? A może znacie Giambattistę Basilego, który w swoim zbiorze baśni nie unikał pikantnych scen?
Lubie w dość zabawny sposób przywołuje starsze wersje baśni, pozwalając przy tym dostrzec, jak znacznie różnią się one od swoich dzisiejszych, ugrzecznionych wersji. Dekapitacja, autokastracja, amputacja, samobójstwo, morderstwo, oskórowanie, wyłupywanie oczu, wykorzystywanie seksualne, beztrosko porzucane dzieci, rasizm i inne, równie makabryczne i traumatyczne tematy przewijają się przez dawne baśnie. Trudno sobie wyobrazić, by dziś historie zawierające takie „smaczki” serwować swoim pociechom. Ale, czy na pewno?
Jak wskazuje Autorka, powołując się na Bruno Bettelheima, zawarta w baśniach przemoc nie szokuje dzieci. Mają one bowiem podchodzić do niej symbolicznie – nie wyobrażać sobie jej w sposób dosłowny, realistyczny [jak to czynią dorośli]. Czy tak rzeczywiście jest? Nie wiem. Nie mam zaufania do psychoanalizy, a to właśnie na niej Bettelheim opierał swoje założenia. Pamiętam jednak, iż w dzieciństwie Mama czytała mi baśnie Hansa Christiana Andersena. Jedną z moich ulubionych historii była ta o małym Klausie i dużym Klausie. Zaśmiewałem się przy niej. Niedawno do tej opowieści powróciłem i… zaskoczyło mnie, jak wiele w tym tekście jest przemocy [zabity kijem koń, potem jeszcze cztery uśmiercone w ten samo sposób, „zamordowane” zwłoki starszej kobiety, a następnie uśmiercenie wciąż żyjącej babci, utopienie człowieka oraz samobójstwo przez skok do wody]. Istny hardkor. Dziś, być może nawet bardziej niż dawniej, świetnie się przy Małym Klausie i Dużym Klausie bawiłem.
Czy baśnie w swoim oryginalnym brzmieniu powinny być czytane dzieciom? Zapewne nie. Dlatego dobrze, że mamy wybór: złagodzone, „disneyowskie” wersje dla młodszych, i pozbawione cenzury wydania dla dorosłych. Mam nadzieję, że tych drugich będzie na rynku coraz więcej [chętnie sięgnąłbym po przywołanego wcześniej Basilego!].
PRZEMIANY
Lubie, prowadząc nas za rękę, pokazuje nie tylko to, jak baśnie zmieniały się na przestrzeni lat, ale także wyjaśnia, dlaczego tak się działo [i nadal dzieje]. Zmieniająca się wrażliwość społeczna, emancypacja, czy społeczna świadomość szkodliwości rasizmu sprawiają, iż niektóre z baśni czyta się dziś co najmniej… dziwnie. Dorzućmy do tego fakt, iż baśnie, mające pierwotnie formę ustną, zostały niejako skodyfikowane – przełożone na język pisany. To właśnie te wersje: spisane przez Perraulta, braci Grimm, czy Andersena, traktowane są obecnie jako materiał źródłowy. A przecież nie tylko oni stworzyli własne zbiory baśni. Dlaczego więc to właśnie ta trójka stanowi obecnie synonim słowa „baśń”? Co się stało ze wzmiankowanym Basilem? A co z Marie-Jeanne L’Héritier de Villandon, Henriette-Julie de Castelnau du Murat, Marie-Catherine d’Aulnoy, czy Marie-Jeanne Leprince de Beaumont? Czy coś w ogóle mówią Wam te nazwiska? Bo ja, przyznaję się bez bicia, dopiero podczas lektury Na końcu wszyscy umierają dowiedziałem się o tych Paniach.
Nieznajomość tych Autorek wynikać może nie tylko z ówczesnego nierównego traktowania kobiet. Niektóre ze zbiorów baśni zostały wydane w niewłaściwym czasie, bądź były skierowane do gasnącej czytelniczej grupy odbiorców. Było tak choćby z baśniami przeznaczonymi dla szeroko rozumianego dworu [a dokładniej: dla dorosłych dworzan]. Perrault przetrwał, gdyż jego wersje baśni miały czytać dzieci.
BAŚŃ OD STRONY TECHNICZNEJ
Jak pisałem na początku niniejszej recenzji, Na końcu wszyscy umierają jest komiksem popularnonaukowym. Lubie w swojej pracy poświęca sporo miejsca na sprawy teoretyczne. Zastanawia się nad tym, o czym mówią baśnie i jak analizować ich strukturę [w tym celu odwołuje się do np. Władimira Proppa wraz z jego przełomową pracą pt. Morfologia bajki magicznej]. Ale to nie wszystko: jest przecież i przywoływany wcześniej Bettelheim i jego psychoanalityczna analiza baśni. Autorka przygląda się także ważnym społecznie tematom, które bywają poruszane w baśniach, takim jak: religia, feminizm, seksizm, czy rasizm.
BAŚNIE WEDŁUG LUBIE
W tym miejscu warto podkreślić specyficzny sposób spisywania/zobrazowania baśni przez Lubie. Każda z opowieści sprowadza się do zaprezentowania najważniejszych punktów fabularnych, które co jakiś czas są komentowane przez Autorkę. Takie dygresje pozwalają zrozumieć, jak wiele zmian przeszła dana historia. I – co najważniejsze – w żaden sposób nie wybijają z narracji.
A o jakich baśniach pisze Autorka? W komiksie znajdziemy: Kopciuszka, Opowieść o dwóch braciach, Staruchę obdartą ze skóry, Sinobrodego, Roszpunkę, Czerwonego Kapturka, O Myszce, ptaszku i kiełbasce, Bezrączkę, Śpiącą królewnę, Zaklętego księcia, Księcia Bajaja, Małą syrenkę oraz Trzy cytrony.
CZARNY HUMOR
Komiks Lubie jest naprawdę zabawny. O ile bawi was humor o czarnym zabarwieniu. Tak jak i starsze baśnie, tak Autorka w Na końcu wszyscy umierają przedstawia sprawę dosłownie. A być może i „dosłowniej”, gdyż poza samymi opisami z np. baśni braci Grimm, tu mamy do czynienia z ich wizualnymi reprezentacjami [w końcu to komiks].
Przemoc w wydaniu Lubie jest przy tym niejako kreskówkowa [przy założeniu, że mowa o kreskówce skierowanej wyłącznie dla dorosłych widzów]. Choć więc niektóre kadry mogą szokować [gdy np. przedstawiają sceny amputacji, czy oskórowywania żywcem], tak jednocześnie trudno traktować je poważnie. Raczej bawią niż przerażają.
KRESKA
Na końcu wszyscy umierają narysowane jest łagodną, niemal płynną kreską, która pomija zbędne szczegóły. Lubie utrzymuje w ten sposób uwagę Czytelniczek i Czytelników na tym, co najważniejsze. To raz. A dwa – zabieg ten mocno kontrastuje w scenach pełnych przemocy, czy nagości. Niczym współczesne wersje baśni – łagodzi je.
W samym stylu Autorki widać również sporo kreskówkowego humoru. Poza tym, całość utrzymana jest w ograniczonej, ciepłej palecie barw [z naciskiem na odcienie trzech kolorów: pomarańczowego, żółtego i fioletowego].
O tym, jak prezentuje się komiks w środku, możecie przekonać się odtwarzając zamieszczony poniżej film:
PODSUMOWUJĄC
Na końcu wszyscy umierają Lou Lubie to ciekawie narysowany i świetne opowiedziany komiks popularnonaukowy dotyczący baśni, który skrzy się od czarnego humoru. Poza tym, wydany na solidnym, grubym papierze. sam blok jest szyty i zamknięty w twardej oprawie. Dla dorosłych miłośniczek i miłośników baśni, pozycja obowiązkowa. Bardzo lubię dzieło Lubie.
RECENZJA NA PODSTAWIE WYDANIA
Na końcu wszyscy umierają. Brudna prawda o bajkach dla dzieci, Lou Lubie, tł. Wojciech Birek, Timof comics, 2026, ISBN: 978-83-68259-47-6.
Egzemplarz komiksu do recenzji otrzymałem od Wydawcy w ramach współpracy barterowej.