Pudełko z guzikami Gwendy – Stephen King & Richard Chizmar – opinia o książce

Pierwszy raz gdy usłyszałem o tym tytule, przypomniało mi się dzieciństwo. Wypełnione zabawą, beztroską i wszystkim tym, czym powinno ono być. Wspomnienia przywołały również mieszkanie mojej prababci, które – nawet dzisiaj – jawi mi się jako miejsce tajemnicze i ciepłe, choć pozbawione zabawek. Ich substytutem (o ile nie wziąłem czegoś własnego), często były najzwyklejsze przedmioty – czy to figurki ozdabiające jej kredens, różnorakie utensylia kuchenne oraz pudełko z guzikami, które uwielbiałem wysypywać i układać.

Tak właśnie myślałem o Pudełku z guzikami Gwendy – że oto dostaję do rąk historię o świecie dziecinnym, okraszonym magią. I wiele się nie pomyliłem.

Główna bohaterka, silnie zmotywowana do pozbycia się nadwagi (złośliwcy mówili do niej Goodyear), pokonuje codziennie wymagającą trasę – wbiega po schodach samobójców wprost do parku, gdzie bawią się inne dzieci. Tutaj również spotyka nieznajomego. Siedzi on na ławeczce i – ze sposobu w jaki zagaduje Gwendy, domyślić się można, iż ma on wobec niej niecne zamiary. W tym fragmencie tekstu, czułem autentyczny niepokój o życie dziewczynki. Oto bowiem obcy mężczyzna namawia dziecko do rozmowy, w trakcie której częstuje je czekoladkami. Obecny do tego momentu realizm powodował szybsze bicie serca, choć – w momencie przekazania Gwendy tytułowego pudełka i enigmatycznym przedstawieniu jego funkcji – całe napięcie pierzchło.

Pomyślałem o anime pt. Death Note – tam główny bohater otrzymuje notatnik, w którym może wpisać dowolne imię i nazwisko człowieka, i gdy ono tam się już znajdzie, nieszczęśnik umiera.

I pudełko z guzikami należące do Gwendy ma poniekąd podobną specyfikację. Może mieć podobną specyfikację. Lecz poza swoim destrukcyjnym potencjałem, wydaje ono również srebrnego dolara (raz w tygodniu) oraz misternie odlaną czekoladkę (raz na dobę).

Dziewczynka, po otrzymaniu prezentu, stara się przede wszystkim strzec go przed resztą ludzi. W pewnym momencie, odniosłem wrażenie, że o tym jest ta książka – o obsesyjnym wręcz pilnowaniu pudełka, fiksacji na jego punkcie i ciągłym rozdrażnieniu wynikającym z przyjętej roli strażniczki. Przyznam, że przerzucałem kolejne strony tylko z tego powodu – by dowiedzieć się, czy Gwendy uda się uchronić pudełko przed światem zewnętrznym. Tymczasem drugi aspekt – czy uda się uchronić świat zewnętrzny przed pudełkiem – niespecjalnie mnie zajmował.

Właściwości magiczne opierające się na myśleniu życzeniowym, podobały mi się na tyle, na ile można było je wykorzystać w historii. Tymczasem główna bohaterka to przede wszystkim dziecko – ogólnie rzecz ujmując – dobre i porządne. Akcja więc, jeśli zakręca w jakieś mroczniejsze rejony, wynika przede wszystkim z zachowania osób trzecich. To one są głównym motorem napędowym historii, i główną motywacją dziewczyny, by zrobić coś, czego normalnie by nie popełniła. Liczyłem, że demoniczna strona pudełka wpłynie na Gwendy, weźmie nad nią górę i doprowadzi do zdarzeń choć trochę zbliżonych do tych, z finału Carrie (książkowego oczywiście). Tymczasem, bohaterka jeśli robi coś sama z siebie, to wynika to jedynie z analitycznego podejścia do rozwikłania tajemnicy. Ale też nie do końca wiadomo, czy na wydarzenie to rzeczywiście miało wpływ pudełko, czy też był to czysty przypadek.

Historia przedstawia więc zmagania dziewczyny z samą sobą, ze światem oraz z tytułowym pudełkiem. Trwa to wszystko przed dłuższy czas (dekadę), by na końcu przekazać jedno z najbardziej rozczarowujących zakończeń w historii literatury. Nie chodzi o to, że jest ono technicznie złe, wymyślone na poczekaniu, czy oderwane od reszty historii. Nie – zakończenie jest rozczarowujące z tego powodu, iż jest ono nijakie. Właściwie go nie ma. Tak ogromny potencjał związany z pudełkiem uleciał gdzieś po drodze. Otrzymujemy krótkie wytłumaczenie kilku tajemniczych do tej pory kwestii, ale to wszystko. Nic więcej. Nic się nie dzieje. I choć coś się kończy, to nie czuć w ogóle wagi tego momentu. Mało tego, w zakończeniu autorzy umieścili wybitnie sielankowe twierdzenie, dotyczące roli narracji, przez co odniosłem wrażenie, iż cała ta historia została stworzona „ku pokrzepieniu serc”. Że oto jest siła wyobraźni, którą każdy może przekuć w coś dobrego, swoim własnym pudełkiem z guzikami. Niby jest w tym sens, ale łopatologiczność tak przedstawionego argumentu bije po oczach.

PODSUMOWUJĄC

Jakie jest więc Pudełko z guzikami Gwendy? To krótka, sprawna technicznie książka, którą czyta się na raz. Lekturę tą wspomaga właśnie styl, i przede wszystkim z jego powodu przebrnąłem przez historię w jedno popołudnie. Może i oceniłbym wyżej fabułę, gdyby autorzy pozwolili Gwendy zaszaleć (jest w całej tej powieści bodajże jedna mocna scena – no, może dwie, jeśli uznamy, że jedno z wydarzeń to rzeczywiście sprawka bohaterki).

Najciekawszym aspektem okazał się realizm – zmagania głównej bohaterki oraz gnębiące ją rozterki, tak charakterystyczne dla młodego wieku.

Muszę przyznać, że po przeczytaniu To Stephena Kinga miałem zamiar na dłuższy czas odpuścić sobie kolejne książki tego autora. Skuszony promocyjną ceną (12,99 zł) oraz pięknym wydaniem, nabyłem Pudełko z guzikami Gwendy, ryzykując, iż jedyne co o nim mogę pomyśleć, to tylko to, że jako dziecko bawiłem się guzikami ukrytymi w pudełku mojej prababci. Nie czytając blurba, ani nie wiedząc o książce dosłownie nic, trafiłem na całkiem przyjemną rozrywkę na jedno popołudnie. Wiem, że do historii tej nie powrócę i po zamknięciu książki i schowaniu jej do stylowego czarnego pudełka, odkładam ją na półkę, tak jak dawno temu odłożyłem swego czasu pudełko z guzikami mojej prababci.

OPINIA DOTYCZY WYDANIA:

Pudełko z Guzikami Gwendy, Stephen King, Richard Chizmar, tł. Danuta Górska, Wydawnictwo Albatros, 2017. ISBN: 978-83-8125-072-6.

POZOSTAŁE KSIĄŻKI STEPHENA KINGA, O KTÓRYCH PISAŁEM:

To

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *